Dla tych z Państwa, którzy chcieliby wpłacić grosz konkretnie na rzecz działalności poznańskiego Oddziału Fundacji Emir podajemy odrębne konto:
Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych
"EMIR"
Konto Fundacji: Bank Śląski O/Grodzisk Maz.
80 1050 1924 1000 0023 0438 1029 z dopiskiem: " Oddział Poznań"
Adres: Oddział, ul. Słoneczna 4, 96-321 Żabia Wola
Szukają dobrych domów: Księżniczka Pixie, Brzydale i Kora
15.11.08 Dramat Kory...
Dziś, do schroniska w Gaju, Korę przyprowadził właściciel - starszy Pan...
Los, życie, jakkolwiek to nazwać, pogmatwało Jego sytuację życiową na tyle, że nie może zatrzymać swojej miłości, 5-letniej bokserki Kory.
Dziś w Gaju działy się dantejskie sceny w dramacie rozstania... On płakał, Kora trzęsła się i zawodziła. Ale została... zepchnięta z kanapy do boksu z budą...
Jutro przeniesiemy ją do domu tymczasowego, bo ona nie da rady w schronisku... Już obserwowaliśmy takie tragedie, a boksery mają bardzo delikatną psychikę. Postaramy się jej ulżyć w cierpieniu, postaramy się odwrócić zły los...
14.11.08 Paker wreszcie trafił na swoich Ludzi!!!
Adoptował go Bartek, brat Weroniki, która wielokrotnie przyjmowała pod swój dach emirowe psiaki na tymczasową opiekę (np. Pokera, Pirata). On dzielnie Jej pomagał. Gdy zadzwonił w sprawie Pakera nie mialam wątpliwości, że to TEN dom.
Jestem spokojna o los ulubieńca Kajetana W.
12.11.08 Pixie - nasza Księżniczka - przebyła długą drogę...
Dla Pixie i dla nas ostatnie, prawie trzy miesiące, to mieszanina cierpienia, psio-ludzkich łez, wyrzeczeń, niezliczonych wizyt u weterynarza, wzlotów i rozczarowań oraz psich i ludzkich radości z każdego drobnego kroczku zrobionego w stronę zdrowia i normalności.
Dla nas, jej opiekunek, był i jest to ciężki czas. Gdyby nie jej cudowne usposobienie, pokora i wdzięczność wyrażana na każdym kroku pięknym psim uśmiechem i wesołym merdaniem ogona, trudno byłoby to przeżyć.
Pixie przebyła dwie skomplikowane operacje łokcia, jednak ze względu na przeciwności losu, operacja nadgarstka nie doszła do skutku - zrósł się samoistnie. Gdyby nie wsparcie LUDZI DOBREJ WOLI, nie moglibyśmy sobie pozwolić na jej ratowanie. Za każdy odruch serca, za każdą złotówkę, za każdą dobrą myśl, za wszystko pięknie dziękujemy!
Wczoraj Pixie nareszcie pozbyła się opatrunków, i nosi jedynie stabilizator (ortezę) na jednej z łapek. Zaczęliśmy intensywną rehabilitację i uczymy Pixie chodzić od nowa. Zgodnie z zaleceniem opiekującego się Pixie Pana Doktora, chodzimy nawet na króciutkie spacerki!
Pixie i my, jej opiekunki, wspólnie przebyłyśmy długą, usłaną kolcami drogę... Odniosłyśmy wspólny sukces! Czy warto było? Zdecydowanie TAK! Przynajmniej w dwójnasób...
Po primo, skrzywdzony przez człowieka pies, bez szans na leczenie w schronisku, pozostawiony sam sobie w cierpieniu, przez prawie trzy tygodnie bez opieki medycznej, dzięki wrażliwości jednej wolontariuszki, poruszył sumienia i serca wielu, którzy nie zawahali się mu pomóc... Łańcuszek ludzi, którym nioebojętne jest cierpienie zwierząt sprawił, że Pixie stanęła na połamane łapki o własnych siłach, że cieszy się życiem...
I secundo, jako reprezentantka cieszącej się złą sławą rasy pit bull, zadała kłam mitom o agresji!!! Pixie bowiem żyje oddychając człowiekiem...Zaryzykuję tezę, że za nas, jej opiekunki, oddałaby życie. To studnia miłości i oddania tym, których kocha. "Pies morderca" bez trudu zaakceptował domowe koty, które w swojej bezczelności wyjadają jej z miski, a jej największym przyjacielem jest kundelek Rufik-Fufik, ważący 12 kg spryciarz, który bezkarnie kradnie jej smakołyki.
Na Pixie gra się jak na instrumencie... Doskonale wyczuwa nastroje domowników, uwielbia rytuały, reaguje na zakazy, z ekstazą przyjmuje liczne przyzwolenia.
Tak jak my oddałyśmy jej kawałek serca, tak ona oddała nam swoje w całości, bezwarunkowo.
Przyznaję, że jestem w niej zakochana bez pamięci. TAKĄ, tak intensywną psią miłość doświadczyłam jedynie dwa razy na setki psów, które "przeszły przez moje ręce".
Los każdego psiego istnienia jest mi niezwykle drogi i nigdy go nie zaniednuję, ale przyszłość Pixie, jak pieczęć leży mi na sercu.
Zwracam się zatem do wszystkich i każdego z Was osobna, pomóżcie mi znaleźć wymarzony dom dla mojej ukochanej Księżniczki...
Baruś
Przekochany, niewidomy pies. Najlepiej byłoby, gdyby zamieszkał sam, bez innych zwierząt, bo to troszeczkę typ dominanta.
Bardzo dobrze radzi sobie na smyczy, podąża za ludzkim głosem, cmokaniem. Dobrze, gdyby trafił do domu z ogrodem, ponieważ troszkę boi sie chodzić po schodach.
Dominika, zakochana w Barim wolontariuszka, pisze o nim tak: "Marzy mi się dla niego kawałęk terenu, gdzie mógłby sobie "rządzić", gdzie czułby się szczęśliwy. I para ludzkich, kochających rąk, i takież serce, by rozświetlić mu każdy dzień słońcem miłości".
Tobi
W typie jamnika, energiczny psiak. Uwielbia biegać i bawić się z innymi psami. Idealny dla aktywnej osoby, radosny, uśmiechający się, mało szczekliwy.
Presto vel Buster
Tak pisze o nim Dominika: "Basterek jest przemiłym psiakiem. Za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę. To jeden z piesków, które w przyjechały z Kościana. Ma w sobie coś z psów myśliwskich, w lesie tropi, nasłuchuje, węszy, wtedy troszkę trudno do niego dotrzeć. Na wołanie (z reguły) przychodzi, ale kiedy zobaczy jakieś zwierzę typu królik - trudno go odwołać. Powinien zamieszkać sam, gdyż jest psem zazdrosnym. Uwielbia, kiedy go przytulam, i nigdy nie ma dość! Szaleje, kiedy podchodzę do jego kojca, nawołuje mnie, gdy stoję przy innym, gdy miziam inne psiaki...i gdyby nie to, że mam psa - Baster byłby ze mną."
Filo
Filo został znaleziony w Zabrzu i zabrany przez dobrego człowieka do Jego domu. Ogłoszenia zostały porozwieszane, psiak odwiedził weterynarza.
Tak pisze o psie jego dobroczyńca:
"Krótko o psie: jest pokaźnych rozmiarów dobrze zbudowany: wysokość około 65cm w kłębie, waga 35 kg.
Bardzo przyjaźnie nastawiony do ludzi spokojny, wesoły, lubi zabawy, nie zdaje sobie sprawy ze swoich rozmiarów. Na chwilę obecną spędza w domu około 10h (niestety takie godziny pracy ale lepsze to niż schronisko) nie niszczy sprzętów i nie szczeka. Nie wykazuje skłonności do dominacji ale może to być spowodowane nowym "domem" oraz wiekiem oszacowanym na około 1 rok (przez weterynarza). Wizyta u weterynarza (która przebiegała nad wyraz spokojnie) pozwoliła na zaszczepienie psa; dostał jakiegoś "kombosa" szczepionek założona została książeczka zdrowia, został odrobaczony, odpchlony. W sobotę 08.11.2008 odbyła się kolejna wizyta kontrolna.
Zwracam sie z ogromną prośbą o znalezienie dobrego domu dla tego psa. Na chwilę obecną przebywa on w mieszkaniu z dwoma osobami na 35m2. Nie dysponujemy czasem ani warunkami dla takiego psa jednocześnie informujemy, że nie oddamy go w nieodpowiednie ręce oraz osobie która nie maiła doświadczenia z psami. Aha przejawia ogromne zainteresowanie miniaturowymi królikami widział takiego w lecznicy i się chyba zakochał bo nie chciał wyjść :)
10.11.08 Pikusi się poszczęściło!
Pikusia pojechała do nowego domu, do Nochowa. Jest teraz kochanym pieskiem domowym, a na podwórku rządzi inny psiak z Gaju, Dex.
Życzymy Ci samych dobrych dni sunieczko!
08.11.08 Porzucone na drodze...
Brzydale... Dwa pieski typu bull, błąkały się zdezorientowane w miejscu sławnym z porzuceń psów... Szczeniaczki, zaledwie 4-miesięczne... Jak można było??? No cóż, pewnie się nie sprzedały. W pseudohodowlach liczą się przecież tylko suczki.
Hocus i Pokus miały szczęście w nieszczęściu. Trafiły do nas. Teraz szukają najwspanialszych domków pod słońcem. Oddamy je tylko w najlepsze ręce.
04.11.08 Rzeczywistość Polskiej wsi - cd...
Pewna Pani Redaktor poprosiła nas o nietypową interwencję w jednej z podpoznańskich wsi.
Goszcząc w domku letniskowym swoich teściów, trafiła na pobliską posesję, gdzie odkryła fatalne, acz typowe dla polskiej wsi, podejście do zwierząt.
Mały, sfilcowany psiak, od lat trzymany na łańcuchu przy prowizorycznej, zbudowanej z cegieł budzie, bez dachu, bez skrawka suchej podłogi... Biedak chował sie przed zimnem w wykopanej pod tą "budą" norze.
Drugi, młody, energiczny, przetrzymywany w kojcu, ale bez krzty wody i w błocie.
Spełniliśmy Jej prośbę. Pojechaliśmy tam z darami: zawieżliśmy ocieplaną budę, miski, zaaplikowaliśmy Advocata.
Pani redaktor sama zadba o wystrzyżenie filców i uświadomienie właścicieli.
Jej teściowie będą nadzorować dalszy przebieg wypadków...
My uroniliśmy łzę nad ich losem. Ale przynajmniej będą miały gdzie się ogrzać w nadchodzące, zimne noce.
29.10.08 Krężlowskie Panny G
Do schroniska w Gaju, dzięki uprzejmości szefowej Fundacji Dr. Lucy, trafiły trzy sunie z mordowni p. Biedrzyckiej w Krężelu. Przywiózł je osobiście niezastąpiony emirowy Kajetan (Donvitow).
Tym razem panny dostały imiona na "g" od Gaju: Gonia, Gusia i Gaja. Czyste, obszerne kojce, opieka medyczna, miłość wolontariuszy i pełne miski jedzenia i picia od razu poprawiły im humor. Rezultaty są widoczne w galeriach na górze strony.
Szukamy pannom "G" najlepszych domów pod słońcem, bo po tym co przeszły, zasługują na najlepsze!
Wrzesień
28.09.2008: Zamojski Parys odnalazł swoje szczęście!
Po ponad miesięcznym pobycie w hotelu, Parys znalazł swoich LUDZI. Ludzie są w nim zakochani po uszy, a on w nich! Życzymy sobie więcej takich adopcji! Powodzenia i samych szczęsliwych chwil piesku!
15.09.2008: Collie Prezes - ma wspaniały dom!
W domu tymczasowym u Gabrysi nauczył się co to znaczy być kochanym i kochającym psem. Śmiem twierdzić, że tylko dzięki wiedzy i wytrwałości Gabrysi i Jej Rodziny znalazł TAKI dom.
TEN dom, to dom pełen miłości, cierpliwości, to dom z podejściem. Prezes się tam spełnia: jako stróż, jako opiekun, jako towarzysz, a nade wszystko, jako PRZYJACIEL! Gabrysia nie spoczęła na laurach po oddanu Księcia. Sprawdziła po czasie Jego los... Prezes - Nikoś - ma najprawdziwszy, oddany mu DOM!
10.09.2008: Zamojska Płatunia - historia jakich NIEWIELE!!!
Zabijcie mnie, ale nie wiem jak to się stało... Zadzwoniła do mnie kiedyś Pani Ania, i zapytała o psy w największej potrzebie... Przyzwyczajona do tego, że ludzie zwykle pytają o te zdrowe, ładne i do tego młode, jęłam wyliczać i przedstawiać dorodne psiaki pod naszą opieką.
A Ona do mnie: "ja chciałabym psiaka, którego nikt nie dostrzega, a jest piękny". PŁATKA!!! Oczywiście, że Płatka, olśniło mnie!
I tak, w krótkim czasie, Pani Ania stała się nową opiekunką naszej Płatuni. I nie mamy żadnych wątpliwości, że trafiła ona do Raju na Ziemi!
10.09.2008: Pepper - ofiara zaniedbania w schronisku!
Z takimi słowami zostaliśmy skonfrontowani na początku września 2008...
"Być może właśnie pogryzienie uratowało mu życie.
Nie wiem dokładnie, ale wygląda trochę jak sznaucer. Został pogryziony przez innego psa w boksie i trafił do szpitalika.
Wczoraj zabrałam go do obcięcia.
Jego ciało pokrywały dredy i kołtuny. Jego łapy były jednym wielkim dredem.
Gdy obcięłam mu pyszczek okazało się, że on nie ma oczu .
Tzn oczodoły są puste a na ich dnie są tak jakby płaskie gałki oczne. Czy to możliwe aby przez zarośnięcie zanikły mu oczy? W dodatku całe oczodoły były wypełnione zieloną gęsta ropą, nie wiem ale co przemyłam to zbierała się tam nowa.
Gdy obcięłam mu pyszczek okazało się, że on nie ma oczu .
Jego uszy również były w tragicznym stanie. Pracownik powiedział, że to staruszek, ale gdy zerknęłam mu w zęby to wcale nie wyglądały najgorzej, ja dałabym mu jakieś 6-7 lat."
10 września pojechałam do poznańskiego schroniska. W imieniu Fundacji Emir zaadoptowałam wrak psa. Trudno nawet opisać co zobaczyłam, co czułam, bo to nie mieści się w normalnym pojmowaniu. Wzięłam w ramiona malutkie, chudziutkie, zaniedbane, trzęsące się, śmierdzące psie istnienie. Istnienie zaniedbane w tymże schronisku.
Wiozłam go do kliniki, modląc się by przeżył drogę. Zostawiłam w ramionach zszokowanych weterynarzy. Trzy godziny później dostałam telefon: "Pani Małgosiu, bardzo Panią prosimy, by dała nam Pani zgodę na eutanazję. Ten pies się strasznie męczy, a rokowania są tragiczne".
Dałam zgodę na eutanazję, bo tylko tyle mogliśmy zrobić dla Peppera, ofiary okrucieństwa z rąk człowieka/instytucji...powołanej do jego ochrony!
Śpij spokojnie pieseczku, bądź wolny od cierpienia i rozczarowania człowiekiem.
21.08.2008: Pixie - finezja okrucieństwa...
Nie sposób przewidzieć, do czego zdolny jest posunąć się człowiek w dziele zniszczenia.
Tego, nawet dobry Pan Bóg, nie mógł przewidzieć, stwarzając dwunożną istotę, ponoć na swój obraz i podobieństwo. Tylko pierwsza część planu się udała. Stanęliśmy na obu nogach po to by zgodnie z życzeniem Stwórcy uczynić Ziemię sobie poddaną.
Dość specyficznie pojęliśmy boskie intencje. Zawiść, gniew, podłość i przemoc stały się wizytówką ludzkiej rasy. Każda odmienność w człowieczej postaci, którą cechuje empatia, miłość, bezinteresowność, zaczęła być traktowana nie jak oczywistość, a coś,
co wymaga gloryfikacji, wyniesienia na piedestał.
Normalność stała się nienormalnością, wyjątkiem przez wielkie "W"!
Skąd tyle goryczy w zdaniach powyżej?
Poznajcie Państwo uzasadnienie...
Mamy nadzieję, że historia suni pit bull red nose, o imieniu Pixie, stanie się przyczynkiem do zadumy...Może wielu z nas otworzy oczy i inaczej spojrzy na różowo dotąd postrzegany świat?
Ten, zasłania kotara cierpienia, zaciągnięta przez człowieka oprawcę...
Jako słodka, maleńka kuleczka, Pixie trafiła do poznańskiego schroniska.
Tu usłyszała wycie zawodu jej podobnych psich istnień i zaczęła tęsknić. Chciała kochać i być kochaną, wydostać się poza kraty i wiernie służyć, zgodnie z przeznaczeniem.
Fortuna zatoczyła koło.
Pixie trafiła główną wygraną, nową szansę!!!!!!
Została zaadoptowana, otrzymała to, o czym śniła rwanym, schroniskowym snem.
Jej pani wyjechała na wakacje. Niby żadne to wielkie zdarzenie.
Dla Pixie stało się jednak przełomowym. Dozgonne jego żniwo będzie zbierała przez resztę życia.
Sunia pozostała pod "troskliwą" opieką mamy kolegi swojej pani.
Pewnego dnia zdarzył się jednak "wypadek", w sprawie którego toczy się
obecnie postępowanie wyjaśniające.
Sunia ocknęła się na ziemi pod balkonem.
Lot z 4 piętra trwał krótko ale był owocny, zgodny z planem.
Problem w postaci Pixie opuścił dom dość nietypową drogą w rozumieniu dosłownym. W przenośnym, była i jest to nadal droga niewyobrażalnego cierpienia.
Jedną decyzją, jednym, podłym zamysłem wprowadzonym w czyn, ktoś przesądził o życiu tego zwierzęcia.
Czy dlatego, że tak chciał się zabawić?
Czy dlatego, że sunia, w pełni pokładająca ufność w człowieku, niczego nie podejrzewając, nie broniła się?
Fakt, że wbrew powszechnej ocenie rasy, jest istotą ciepłą, delikatną i zdumiewająco łagodną, obrócił się przeciw niej. Nie użyła zębów by wyjść z opresji.
Czy ktoś potrafi zrozumieć, wyjaśnić, usprawiedliwić ten rodzaj
bestialstwa???
2 sierpień - Pixie z obrażeniami, które bez wątpienia zafundował jej człowiek i co wymaga podkreślenia ze względu na ich kaliber, musiały przyprawić ją o epizody utraty przytomności z bólu, trafiła na powrót do schroniska. Tu zaczął się drugi akt jej dramatu.
Z pogruchotanymi kośćmi, wiszącym na strzępie kłem, spod którego wyglądała żywa miazga, znalazła się w czymś, co w nazwie ma słowo "szpitalik".
Przez 18 dni nie udzielono jej jednak żadnej fachowej pomocy!!!
21 sierpień - poznański oddział Fundacji Emir zabrał sunię na skrupulatne przebadanie.
To ujawniło szereg złamań, które wymagają natychmiastowej ingerencji
chirurgicznej!!!
Z braku tymczasowego schronienia, z wielkim bólem, musieliśmy jednak odwieźć sunię z powrotem do schroniska... Operacja została zaplanowana nazajutrz.
Noc z 21 na 22 sierpnia - pozostawiona bez opieki, cierpiąca Pixie, otworzyła zębami zatyczkę od wenflonu... Straciła wiele krwi zanim pracownicy schroniska odkryli ten fakt przy porannym obchodzie...
22 sierpień - Piexie trafiła do kliniki weterynaryjnej, znów została gruntownie przebadana i poddana operacji guza łokciowego. Operacja drugiej łapy musi się odbyć za jakiś czas...
Znalazła się osoba o wielkim sercu, która przyjęła Pixie pod swój dach na czas opieki pooperacyjnej...
Błagamy w imieniu Pixie o, nie boimy się użyć tego określenia,
jej życie!!!
Bez szansy na chodzenie nad sunią zawiśnie oczywisty wyrok.
Jeśli nie stanie na 4 łapkach i będąc reprezentantką rasy uznawanej
za groźną i bojową, straci wszelką szansę na ponowną, DOBRĄ ADOPCJĘ!
Wtedy pozostanie modlitwa o cud, bo...i teraz już ją zanosimy.
Nie podołamy sami udźwignąć wysokich kosztów operacji...Tym z Państwa, którzy są skłonni i władni nam dopomóc, pozostawiamy
wszelkie niezbędne dane do wpłat.
Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych
"EMIR"
Konto Fundacji: Bank Śląski O/Grodzisk Maz.
80 1050 1924 1000 0023 0438 1029 z dopiskiem: "na Pixie"
Adres: Oddział, ul. Słoneczna 4, 96-321 Żabia Wola
Osoby zainteresowane udzieleniem pomocy w formie
innej niż finansowa (np. dom tymczasowy na czas dochodzenia Pixie do zdrowia, docelowy dom adopcyjny), pragnące zasięgnąć dodatkowych informacji na jej temat, proszone są o kontakt z nami.
Słodka i mimo zadanego bólu i cierpienia ufna Pixie ma nadzieję, że już nigdy nie dozna żadnej krzywdy z rąk człowieka.
My dołożymy wszelkich starań by odzyskała sprawność fizyczną, radość życia i znalazła odpowiedzialnych i kochających opiekunów.