Koło wolontariuszy we Włocławku


Szef Koła: Agata Rakoca-Grzybowska

tel. kontaktowy: 509-727-921

agata_rakoca@tlen.pl

Koło powstało 10.04.2008 i liczy 6 wolontariuszy

Zadania, które zamierza sukcesywnie realizować:




15.09.2008:

Komunikat
Fundacja EMIR pokryła następujące wydatki związane z ratowaniem suki Figi i szczeniaków oraz ze sterylizacją pozostałych suk przebywających pod opieką wolontariatu we WŁOCŁAWKU:

Mając na względzie wyłącznie dobro psów, sfinansowaliśmy powyższe wydatki, mimo niestosowania się wolontariatu we Włocławku do regulaminu wolontariatu.
Rozliczenie niniejsze kończy definitywnie dzialalność Koła Wolontariuszy we Włocławku.


Komunikat
Niniejszym infromuję, że po trzymiesięcznym okresie próbnym
Zarząd Fundacji na posiedzeniu w dniu 14.08.2008 podjął decyzję
o rozwiązaniu Koła Wolontariuszy we Włocławku
z powodu złamania regulaminu wolontariatu i ustawy o ochronie zwierząt.
W świetle powyższego Zarząd nie widzi możliwości
dalszej konstruktywnej wpółpracy na rzecz realizowania celów statutowych.
Decyzja skutkuje od zaraz.
Nadesłane do końca miesiąca rachunki zostaną zapłacone przez fundację.


16.08.2008 - Sprawozdanie z działalności Koła Wolontariuszy Fundacji Emir we Włocławku za okres kwiecień - sierpień 2008
W czasie od kwietnia do 14 sierpnia pod moją opieką znajdowało się 13 psów. Wszystkie zostały odrobaczone, większość zaszczepionych, 4 suki zostały wysterylizowane.
9 znalazło swoje domy (z wlascicielami zostaly podpisane umowy adopcyjne).
Od dnia 30 lipca pod moją opieką przebywała z 6 szczeniakami, natomiast od 3 sierpnia dwie suki w wieku 5 miesięcy. Suki były bardzo zapchlone i zarobaczone, wygłodzone. Odpchliłam je, raz podałam leki na robaki, wyczysciliśmy uszy.
Po 7 dniach okazało się, że jedna z suk ma objawy parwowirozy, choroba rozwinęła się w ciągu 3 dni mimo podjęcia natychmiastowego leczenia. Suka zeszła. U drugiej objawy pojawiły się już po podaniu surowicy. Surowice dostawała codziennie przez cały okres choroby. W związku z brakiem reakcji organizmu na podjęte leczenie i stale pogarsząjacym się stan suki została ona uśpiona 14 sierpnia.
Profilaktycznie surowica została podana także suce (3 dni z rzędu, w dawce profilaktycznej raz, leczniczej 2 razy) i szczeniakom (w dawce profilaktycznej 2 razy). Od dnia 14 sierpnia suka ze szczeniakami przebywa pod opieką weterynarza M. Raka w Toruniu, ul. Sw. Józefa 117. Na dzień 16 sierpnia stan suki i szczeniaków określany jest jako dobry, nie wystepują objawy parwowirozy. Szczeniaki jedzą już same suchą.
Podsumowanie kosztów:
Saldo: 1282 zł - 562 zł = 720 zł
Prognozowane koszty związane z opieką nad suką i szczeniakami:
50 zł x ilość dni na obserwacji, przy 7 dniach będzie to 350 zł.
W związku z ostatnimi interwencjami, które wiązały się z kontaktem z wirusem parwowirozy oraz z epidemią tej choroby panująca na terenie Włocławka i brakiem odpowiedniego zaplecza socjalnego i weterynaryjnego zdecydowałam, ze zawieszam bezpośrednia pomoc psom na terenie tego miasta i okolic do odwołania.
Swoją dzialalność ograniczę do: Poszukuję też domu tymczasowego lub stałego do którego po wyjściu z lecznicy mógłby być zawiezione szczeniaki z matką. Osobiście zajmę się adopcją szczeniaków oraz doprowadzeniem do sterylizacji suk.

Fundacja pokryje wszystkie udokumentowane rachunkami wydatki, związane z opieką nad psami zarażonymi lub zagrożonymi parwo, tzn. Koko, Zazą oraz Figą ze szczeniakami.



APEL!!!
POTRZEBNA SUROWICA PARWO!!!!!!!

Zagrożonych jest 9 psów, w tym jeden już chory, suka karmiąca i 6 szczeniaków!!!!
Może ktoś ma niepotrzebne na tę chwilę fiolki.
BARDZO PROSIMY!!!!!
kontakt: 0 509 727 921


Parwo w przytulisku
Czarne chmury nad moimi podopiecznymi.
Prawdopodobnie z lecznicy przywlekliśmy parwo. Wetka zaalarmowała mnie o wielu przypadkach tej choroby w ostatnich dniach.
Siostry były u mnie krótko, walczyłam z silnym zarobaczeniem, szczepienia zaplanowałam na środę. Niestety za późno.
Koko od wczoraj jest chora. Jej stan określany jest jako bardzo ciężki.
Reszta psów jeszcze nie ma objawów. Podjęłam decyzję o sprowadzeniu surowicy dla Zazy i Figi.
Być może dzięki temu nie zachorują wcale.
surowica będzie jutro rano.



6.08.08: Umęczona, bezdomna Figa z dziećmi.



Parę dni temu dostaliśmy wiadomość, że w podwłoclawskiej mieścinie, pod schodami, w centrum miasta oszczeniła się bezdomna suka. Urząd gminy nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem we Włocławku, zresztą u nas na 48 miejsc jest w tej chwili 180 psów (i absolutna niechęć do jakiejkolwiek współpracy). Koniec końców psina trafiła do nas.

Podobno koczowała na dworcu autobusowym przez całą zimę. Nieduża, miła, przeganiana. Nikt nie znalazł kącika, żeby tę drobinę przytulić.
Na wiosnę, wiadomo, cieczka i w rezultacie ciąża. Nie wiadomo już która z kolei. Cycuchy sunia ma powyciągane, wygląda jak koza.
Oszczeniła się pod schodami, w zalegającym tam gruzie, starych workach, śmieciach. Dzielnie broniła małych przed zabraniem, nie pozwalała się złapać, walczyła.
A ludzie mieli radochę, nareszcie coś się dzieje na tej wiosze. Zrobił się szum, sunia szalała. Nawet kogoś ugryzła w końcu uciekła. Już miałam wizję karmienia małych co dwie godziny przez całą noc. Na szczęście wróciła.

Sunia dostała na imię Figa. Jest nieduża, ok. 10 kg, a je takie ilości i w takim tempie, że mnie zadziwia. Jej oczy... to mieszanka łagodności, zmęczenia swoim losem i determinacji. Nie wiem ile ma lat, rodziła chyba wiele razy. Taka mała, umęczona psina.
Maluchów jest 6: dwa białe, dwie krówki, czarny z białymi dodatkami, brązowy. Płci jeszcze nie znam, Figa pilnuje ich zaborczo, śledzi każdy ruch ręki.
Spróbuję temu towarzystwu znaleźć jakieś domy, przede wszystkim odmienić pieskie życie tej suni.

Winę za zaistniałą sytuację ponoszą ludzie, przez których Figa jest bezdomna, oraz ci którzy widząc bezdomną, cieżarną sukę pozwolili jej się oszczenić, a zareagowali jak już maluchy były na świecie prawdopodobnie tylko dlatego, żeby uspokoić swoje sumienie i zrzucić problem na kogo innego.


6.08.08: Zaza i Koka



Zadzwonił do mnie miły pan. Mieszka za granicą, tutaj przyjeżdza czasami. Na wsi, w jednym z gospodartstw ma własnego konia. Tam też pojawiły się nie wiadomo skąd 2 szczeniaki. Pan obszedł wies w poszukiwaniu własciciela, albo chociaż suki, ale nic z tego.
Pieski prawdopodobnie zostały przez kogoś przywiezione i porzucone.
Ludzie na wsi też ich nie chcą. Nie karmią, nie dają pić, żadnego schronienia przed deszczem. Żadnej litości w wiejskich sercach, norma. Psy chodzą za dziećmi. Lgną do ludzi. Widać, ze ktoś kiedyś je socjalizował, dawał jeść. Ale najwyraźniej przestał.

Pan dzwonił do Straży miejskiej, schroniska. Wszędzie odmowa.
W końcu przez weta trafił do mnie. Żal mu psin, bo widzi że na wsi nikt się nie zlituje, najwyżej ktoś zaprowadzi do lasu. Na sznurku, albo drucie.
Kazałam przywieźć, choć nie mam gdzie ich wsadzić.
Pieski zapakowane zostały w kartonie z wyciętymi dziurami. Kiedy otworzyłam karton, mój żoładek wywrócił się do góry nogami.
Choroba lokomocyjną wywołała u piesków wymioty. Treść ich żolądków stanowiły.... robale, długie, cienkie. Całe kłębowisko.
Pieski te robale ... jadły.
Musiały nie jeść bardzo długo, bo na prawdziwe jedzenie, już w klatce rzuciły się jak sępy. Nie widziałam nigdy czegoś takiego.

Koka i Zaza, mają po 4-5 miesięcy, właśnie wymieniają zęby. Zostały odrobaczone, odpchlone. Zaszczepimy je. Będą też leczone ich uszka.


3.08.08: Dobre wieści od Daszy



Dasza została przeze mnie wyadoptowana w super expresowym tempie miesiąc temu. "Poszła" jako mały labrador, ale zrobiła nam niespodziankę i wyrosła na "wyżła włoskiego". To oczywiście w niczym nie przeszkadza, żeby Dasza była ulubienicą rodziny (pomimo pogryzionych kilku par butów, 2 poduszek, spódnicy i nowej kapy na lóżko).
U Daszy zdiagnozowano krzywicę i nużycę. Jest w trakcie intensywnego leczenia, już prawie zdrowa. Jako towarzyszkę Dasza ma kociczkę Melę. Obie mieszkają w domu, do dyspozycji mają duży ogród.

3.08.08: Zagłodzony Elwis



Elwis to 8 letni bokser, którego odebraliśmy opiekunom w trybie interwencji. Właścicielka psa wyjechała za granicę pozostawiając go u znajomych. Efektem ich opieki jest znaczne wychudzenie, zapchlenie i ogólne zaniedbanie psa. Podczas odbierania psa opiekunom, wszyscy na posesji byli pijani. Elwis zamieszkał u nas w klatce, poniewaz kojec zajęty był przez Bosmana. Rzucał się na jedzenie i pochłaniał wszystko w błyskawicznym tempie. Poza tym był wesołym, miłym i bardzo pro-ludzkim psem. Był u nas tydzień. Zgłosiła się po niego córka właścicielki. Zobowiązałam ją na piśmie do należytej opieki nad psem aż do powrotu właścicielki. Będziemy to sprawdzać.

3.08.08: Bosman już w domu



We wtorek, po 12-godzinnej podróży w 40 stopniowym upale autem z klimatyzacją "naturalną", odwiozłam Bosmana do jego nowego domu.
To co może mniej istotne: piękny dom, przepiękny zadbany ogród ze śliczną altanką, cudna okolica.
To co najbardziej istotne; cudowna rodzina; urocza, energiczna pani domu, przesympatyczna ciepła babcia, przeprzystojni panowie trzej, dziadek, pan domu i syn Michalł. A wszyscy zwariowani na punkcie zwierząt, ciepli, uśmiechnięci.
Aha, zapomniałam o kotach, kotach dziwnych bo lubiących psy.
Przyszły się przywitać, na co Bosman zareagował paniczną ucieczką i siedział w krzakach dobre 15 minut.
Najcudniejsza jest Mila, kociczka mieszcząca się na dłoni. Siedziała 20 centymetrów od Bosmana, wpatrzona w niego zachwycona.
Po naszym wyjeździe podobno ta pchełka, mniejsza od pyska Bosia, szalała z nim po ogrodzie. Wcale nie szukałam tego wspaniałego domu. Państwo G. zobaczyli tego dzikuska jeszcze na parkingu, na którym koczował przez 4 miesiące. Brudnego, zaniedbanego, nieufnego. Postanowili go przygarnąć, ale wtedy się nie udało go złapać.To był pierwszy cud.
Drugi cud, ze ich wtedy spotkałam, wzięłam numer telefonu. Widocznie ten pies był przeznaczony tej właśnie rodzinie.

Tak pisze o Bosiu jego nowa pani (mam nadzieję, że nie będzie miała mi za złe cytowania jej i skróty):

"Po wyjeździe Agaty był smutny. Daliśmy mu spokój. Zajęliśmy się codzienną pracą. Najpierw pilnie obserwował każdy nasz ruch z altanki, do której uciekł, potem smacznie spał 3 godziny. Babcia co chwilę zaglądała, czy żyje, bo taki spokojny. Tajfun nadszedł około 18.00. Małej Miłce znudziło się, że kolega śpi. Poszła do altanki obrabiać mu ogon. Widoczie lepszy od myszki - zabawki. Bosman najpierw powoli, a potem juz z prędkością słonika gonił za nią. Do zabawy dolączył się kot rodziców- Wiki. Koty wciągnęły go do domu. I przez 2 godziny latały pomiędzy salonem, garażem, drzwiami wejściowymi i naokoło domu. Potem padły. Bosman wykopał dziurę w piasku. Z oblepionym nosem wygladął jak ALF! Wieczorem przyjechał syn z dziewczyną i grali w taką piłkę na sznurku (nie wiem jak to się nazywa). Bosman biegał za mimi, podgryzał Michałowi buty. Zaczepiał. Wieczorem najpierw położył się na tarasie, potem w salonie. Noc zakończył u mnie na materacu. Obudził mnie o 6.00, bo ściagnął ze mnie kołdrę. Wszystkie buty powynosił na taras. (Chamy - nie wiedzą, że obuwie trzyma się przed domem). Zjadł pięknie śniadanie, opchnął miseczkę Mili (bo do konca nie zjadła), dochodzi sam do mojej ręki i zjada mi z ręki kabanoski. O 7.00 miał za-płotową wizytę weterynarza. Podałam mu dane od Agatki (co dostawał, co mu dolega) Wieczorem, jak wróci z kliniki przjdzie na kawę do Mili i Bosia."

Dodam na koniec, że leśnicy już szykowali się do odstrzału Bosmana, ponieważ "dziki pies zagrażał ludziom".

6.07.08

Same dobre wieści i to w dużej ilości.

Moja intensywna praca na rzecz zwierząt bezdomnych i skrzywdzonych nareszcie przynosi wymierne rezultaty. Dzisiaj się chwalimy...

Bary
Bary, nasze kojcowe słoneczko, pies niezwykle przyjacielski, napisał swoją historię jakby pisał scenariusz melodramatu.
A było tak: Bary znalazł dom, a własciwie dom znalazł Barego.
Została przeprowadzona wizyta przedadopcyjna. Jego nowa pani podpisała umowę adopcyjną.
Bary pojechał do Szczecina i ... wrócił po dwóch dniach. Państwo zrezygnowali.
Ponieważ w kojcu zamieszkali nowi psi lokatorzy, w panice umiesciliśmy Barego w awaryjnym DT.
I stała się rzecz niezwykła i bardzo wzruszająca.
W nocy pies domownik, chory na serce, podszedł do pani, polizał jej rekę, przewrócił się i umarł.
Laki pożegnał się z Tamarą, pożegnał go też Bary liżąc po pyszczku. Dziwnym zrządzeniem losu Bary wrócił do tego domu żeby zdążyć pożegnać Lakiego.
Tamara podjęła decyzję, że Bary zostanie z nią na zawsze.
Na zdjęciach powyżej: Bary i Lenka

Misia
Dzielna sunia uratowana kiedyś od śmierci głodowej, a teraz szukająca domu z powodu wyjazdu opiekunki znalazła super dom!
Po niespełna tygodniowym pobycie na DT u Poker Misia pojechała do nowego domku.
Tak relacjonuje jej nowa pani:
Misiunia ma się bardzo dobrze. Podróż minęła idealnie. Misia trochę ziała i się śliniła, ale była spokojna. Na postojach chętnie piła wodę. (...)
chodzi za mną krok w krok, ale przymila się też do pozostałych domowników i jest bardzo przyjazna dla innych osób, które poznała w drodze do nas i tu na miejscu. To chodząca oaza łagodności. Jest przesłodka, przytulaśna i bardzo grzeczna. Dwie noce, które u nas spędziła do tej pory przespała cichutko i spokojnie na swoim kocyku w naszej sypialni. W ciągu dnia posypia na ogół w pobliżu moich nóg, ale zauważyłam, że dziś już częściej zwiększa odleglość i czasami układa się w pobliżu, ale już niekoniecznie na moich nogach, co mam nadzieję świadczy o tym, że czuje się coraz pewniej i coraz bardziej jak u siebie.
Na spacerkach grzecznie chodzi na smyczy, wczoraj byłam na dłuższym spacerze z najmłodszą pociechą w wózku i pięknie szła obok niego zerkając na nas co chwilę.
Trochę wybrzydza przy jedzeniu i porcje jakie udaje mi się w nią wmusić nie są zbyt duże. Przednimi ząbkami wybiera z miski co lepsze kąski. Może przyzwyczaiła się do jakiejś konkretnej firmy. Mam zamiar karmić ją głównie gotowanym jedzonkiem, suchym od czasu do czasu. Popracujemy nad tym. Je niezbyt dużo, ale i ma zapasy na boczkach więc jak schudnie trochę to chyba nawet lepiej.
Jeszcze nie słyszeliśmy jak szczeka, ale wczoraj jak wyszłam z domu po zakupy i została ze swoim nowym panem urządziła mu koncert popisowy. Wyła i popiskiwała. A to jej wycie jest naprawdę niesamowite. Zaczyna od bardzo niskich dzwięków. Aż ciarki przechodzą jak się słucha. Na szczęście jeszcze sporo urlopu przede mną i mam nadzieję, że małymi kroczkami uda nam się przyzwyczaić ją również do samotnego pobytu w domu. Bardzo cieszymy się, że mieliśmy szczęscie poznać Misię i zdecydowalismy się dać jej domek. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mieliśmy tę przyjemność i możliwość. To naprawdę cudowny piesek, który będzie (jest) naszym wspaniałym czterołapym przyjacielem. Nasza dwu i pól letnia córcia już konkretnie informuje wszystkich, że to JEJ piesek i widać jest z tego bardzo zadowolona. Głaszcząc Misię po łebku i pleckach usmiecha się od ucha do ucha.

Lenka
Lenka to nasz kojcowy Kopciuszek.
Przyjechała z Okolicych Katowic, gdzie przez długie lata stała we własnych odchodach przypieta łańcuchem do ściany. Nie miała też szczęścia czekając na tymczas w swoich stronach. Cicha, skromna, jakby jej nie było. Dzieliła kojec z Barym. Jakoś nie miałam koncepcji na adopcje Lenki; uroda radiowa, 7 lat na karku... Pod koniec wakacji, po zabiegu sterylizacji, Lenka miała wrócić do Katowic.
Ale już nie wróci...
Bo Lenka...
jest już w swoim domu!!!

Tuż przed przeprowadzką przeszła zabieg sterylizacji. W nowym domu ma spore towarzystwo, bo w domku jest aż 11 piesków! I dużo, dużo kotów. Jej pani nie pracuje, przy zwierzętach pomaga jej pani Basia. Bella , bo takie dostała imię, ma do dyspozycji ogromny ogród. Już wybrała sobie koszyk, najblizej drzwi.
Nie wierzycie? Ja też...

Pani Ela i pan Andrzej to nasi dobroczyńcy: dzieki nim Elza pojechała w ciągu godziny do Pasłęka do Basi i uratowała noge przed amputacją. Oni też dali tymczas Aresowi, który ma super dom w Żywcu. Oni też dali samochód i kierowcę, żeby zawieźc Pusie do Milicza. Ela przymierzała sie do Pusi, ale jak wczoraj zobaczyła w lecznicy Lenkę Bellę to po sterylce ja po prostu zabrała do siebie, o czym poinformowała mnie zdezorientowana wetka. Głownym argumentem dla Eli było powiedzenie przeze mnie że Lenka ma Radiowa urodę i że będzie ciężko z domkiem. Dlatego nazwali ja Bella, ze taka piękna.
Państwo B. sa niesamowici, ich wszystkie zwierzęta zebrane sa z ulicy.
Pan Andrzej ma także w swojej firmie 4 kojce super urządzone i tam ma także takie życiowe psie rozbitki.
Lenka vel Bella nawet nie śniła o takich ludziach. Ja szczerze powiedziawszy też.
No to teraz świętujcie.

Bosman
O psie koczujacym od miesięcy na parkingu za miastem pisali do mnie ludzie z całej Polski. Pies wychodził na szosę, prawie zatrzymywał samochody, żebrał jedzenie u zatrzymujących sie tam turystów, dostawał tez resztki z okolicznego baru. O tym psie mówili wszyscy, sprawę znało schronisko miejskie, był tam nawet weterynarz "podobno", interweniowała ARKA, ale NIKT tego biedaka nie umiał złapać.
A JA MAM BOSMANA OD 5 DNI W KOJCU
Bo żeby coś zrobić trzeba naprawdę chcieć, a nie pozorować działąnia. Przede wszystkim wyznaczyłam nagrode pieniężną za złapanie psa. Próbowało wielu, a udało sie ... harcerzon Z Grupy Szybkiego Reagowania. Na szczęście zabrakło im pieniędzy na papierosy.Bosman został prawdopodobnie pozostawiony w lesie jako półroczne szczenię, jest dziki , ale na pewno miał jakiegoś człowieka , bo zapięty do smyczy grzecznie idzie przy nodze. Ma około 9 - 11 miesięcy. Stwierdzono u niego młodzieńcze zapalenie kości, które właśnie leczymy. Jest baaardzo chudy, ale poza tym zdrowy.Pierwsze dni socjalizacji były trudne, pies był jednym  wielkim obrazem strachu i przeraźliwego smutku. Po pięciu dniach pracy szaleje na spacerach, chce sie bawić, a dzisiaj zeżarł pół kołdry wyciągniętej z budy i ... wylizał mi dekolt. Każdy dzień przynosi postęp: wczoraj pierwszy raz zaszczekał i dał sie pogłaskać, dzisiaj pomachał ogonem na nasz widok i zrobił KUPE NA SPACERZE. Jest piękny i przy odrobinie cierpliwości napewno zaufa człowiekowi.
I najważniejsze: mam już dla niego super dom!


Marek Edelman powiedział kiedyś, że
w życiu najważniejsze jest samo życie
Wszystkie powyższe udane adopcje i dobre wydarzenia dedykuję
Tomkowi i jego rodzinie


Apel
Apeluję w imieniu naszych podopiecznych do wszystkich sympatyków EMIRa
o pomoc finansową dla Koła Wolontariuszy we Włocławku.

Jako szefowa Koła, zamiast koordynować działania wolontariuszy, praktycznie pracuję sama
przy wsparciu tylko moich dzieci.
A ponieważ pracy jest bardzo dużo nie starcza mi już czasu i siły na zbieranie pieniędzy i szukanie sponsorów. Większość wydatków pokrywam z własnej kieszeni.
Może ktoś z Państwa zechce zaadoptować wirtualnie któregoś z naszych podopiecznych,
lub przekazać jakąś kwotę na konto fundacji z dopiskiem "dla Koła Wolontariuszy we Wloclawku".

Każda, nawet najmniejsza wpłata, ma dla nas duże znaczenie
i może stanowić różnicę między pomóc-nie pomóc jakiemuś biedakowi!!!!!


Pomóżcie mi Państwo pomagać!

Z poważaniem
Agata Rakoca-Grzybowska




6.07.08
Po raz kolejny "wizytowaliśmy" pana, który mocno gustuje w tanich ale skutecznych trunkach, i który co chwilę ma nowego psa.
Ten człowiek chodzi z wózkiem, zbiera złom i przy okazji psy. A ze w gruncie rzeczy to dobry człowiek, psy go kochają i chodzą za nim. Niestety w większości przypadków kończy się ta psia przyjaźń schroniskiem, pod kołami samochodu albo byle jakim sprzedaniem za pół litra wódki.
Tym razem facet ma psa niezwykłej urody, młodego, aż go szkoda na tę szopę.
Ares to mix Onka i Husky, ma niecałe dwa lata, jest łagodny, łasił się do nas i lizał po rękach, a widział nas pierwszy raz. Słucha komend, przychodzi wołany.
Ares został umieszczony w DT, zaszczepiony, zabezpieczony przed pchłami i kleszczami.
Znaleźliśmy dla niego dom stały w trybie nagłym dzięki przyjaciołom z Dogomanii!
Piesek jedzie do Żywca w poniedziałek.


Przyjęliśmy pod dach naszego mini przytuliska sunię która przez całe swoje ośmioletnie życie "wisiała" na łańcuchu, bez budy, u jakiejś niewidomej kobiety ze wsi. Zostanie u nas wysterylizowana, zaszczepiona, otoczona troskliwą opieką. Będziemy jej szukać domu.
Lenka to skromna udręczona psina jakich pewnie setki tysięcy. Jest w niej niezwykła pokora. Ona zachowuje się tak żeby sprawiać jak najmniej kłopotu, godzi się na wszystko ale i wszystko ją zadowala. Cieszy się ze smyczy, cieszy z pełnej miski, z głaszczącej ją ręki. Jak nikt na nią nie zwraca uwagi to też nie wciska się na siłę. Podchodzi do człowieka, macha ogonkiem, ale też sie zbytnio nie łasi, jakby myślała że jej się nic nie należy, że jest nieważna. Biedna mała, ma takie ładne, smutne oczka, które widziały pewnie niejedno. Chciałabym dla niej ciepłego domku na te jej stare lata.
Ona nie potrzebuje wiele; ot budka w odródku, miska i dobre słowo.


Na prośbę pewnej pani odwiedziłam ją w domu i poznałam historię Misi. Historia Misi jest tragiczna i.. niestety typowa.
Misia była bezdomna. Dlaczego, nikt tego nie wie. Pewnie komuś się znudziła.
Misia była ciężarna, typowe, bezdomna sunia prędzej czy później zostaje matką.
Misia została wrzucona do wystającej z ziemi głębokiej rury. Tam, w bólu i strachu urodziła 5 maluchów. Ale nie mogła, nie umiała stamtad sie wydostac.
Misię cudem uratowano. Dobry człowiek, trzymając za nogi swoją 10-letnią córkę, którą wcześniej wsadził do tej rury, pomógł Misi i jej dzieciom. Uratował ją przed śmiercią głodową.
Misię wraz z jej dziećmi wzięła do domu pewna kobieta. 2 maluchy znalazły domy, jakie, nie wiem. Minęły już 2 lata. 4 pieski mieszkają do dzisiaj w 20-metrowej kawalerce.
Happy End? Skądże znowu!<´br> Misia i jej dzieci mają zostać uśpione (jak to łagodnie i niegroźnie brzmi...). Ich pani wyjeżdża do Anglii, nie ma rodziny, nikt nie chce zaopiekować się psami.
Trzeba pomóc tym psinom. Szukamy im chociaż DT.


Kilka dni temu dzieci przyniosły małego pieska, którego znalazły w krzakach. Prawdopodobnie ktoś go wyrzucił albo podrzucił. Zresztą wszystko jedno. Pies siedział i był mocno zdezorientowany. Poszukiwania wlaściciela zakończyły się standardowo, czyli niepowodzeniem.
Psiak został umieszczony w DT. Szukamy mu domu.
A teraz słów kilka o głównym bohaterze:
Piesek jest...sunią. Ma 3 miesiące, jeszcze leje. Kolor jak widać, stąd imię TOFFI. Będzie średniakiem, w genach na pewno szwęda sie jakiś labrador. Jest słodka, kochana, wesoła, jak to szczeniak.



Przeprowadziliśmy nieudaną niestety interwencję na posesji gdzie pieski żyją w ekstremalnie złych warunkach. Właściciel tych psów jest to głuchoniemy staruszek z którym nie ma żadnego kontaktu. Warunki życia piesków widać na zdjęciach. Psy miały w miskach wodę i są karmione. Myślę, że albo trzeba je zabrać, albo sprawić im nowe budy. Niestety na razie nie mamy gdzie, brakuje nam także środków. Moze znalazłby się jakiś wielkoduszny sponsor, który pomógłby nam zmienić warunki życia chociaż jednego z piesków.




2.07.08:
Na jedno z osiedli przy trasie przybłąkał się bardzo łagodny i przyjaźnie nastawiony pies. Ponieważ częśći lokatorom pies z niewiadomych przyczyn przeszkadzał, został zainstalowany w naszym skromnym przytulisku. Bary, bo takie robocze imie otrzymał, jest gotowy do adopcji, szukamy mu domu.

Dostałam informacje , że kilkanaście kilometrów od włocławka na parkingu przy trasie szybkiego ruchu koczuje od kilku tygodni młody , zaniedbany pies w typie ON. Pies jest bardzo płochliwy, podchodzi do ludzi, żebrze jedzenie, ale nie pozwala sie dotknąć, natychmiast ucieka. Na pieska czeka juz rodzina adopcyjna w Katowicach.
Niestety mimo wielu prób nie udało mi się psa złapać. Dzisiaj wyznaczyłam nagrodę za złapanie psa w wysokości 100 zł. Do złapania psa zobowiązał się "opiekun" "dziewczynek" pracujących przy drodze.
Oby mu sie udało.

30.06.08, Sprawozdanie z ostatniego okresu:
Na prośbę i dzięki wielkoduszności Gunilli Myszak otoczyłam opieką pieski państwa którzy zaadoptowali Dinkę/Tinkę.
Psiaki (3 sztuki) zostały odpchlone i zabezpieczone przed kleszczami preparatem Frontline zgodnie z wagą piesków. W tych dniach zostaną też odrobaczone. Pieski mają się dobrze, są czyste i najedzone. Pchły były ich najwiekszą bolaczką.
Rodzina adopcyjna dostała ode mnie także wsparcie w postaci ubrań i zabawek po moich dzieciach.



W tej samej dzielnicy przeprowadziłam interwencję.
Zauważyłam, że na jednej z posesji przebywa młody pies w typie ON w nieciekawych warunkach. Pies mieszka w brudzie, jego buda jest dziurawa i bez podłogi, pies jest zaniedbany i bardzo spragniony człowieka.
Zobowiązałam właścicieli do poprawy warunków życia tego psa w terminie 2 tygodni.



7.06.08, Sprawozdanie z ostatniego okresu:
Dom znalazła Lusia - teraz Saba. Saba zamieszkała z Dinem, psem ze schroniska. Tuż przed adopcją Saba została przeze mnie wysterylizowana.

31.05 przy okazji szukania naszej autystycznej zaginionej suczki Myszki pod bramą schroniska przejęliśmy szczeniaka przyniesionego przez ludzi, którym go podrzucono (wrzucono przez płot na działkę). Ponieważ w schronisku panuje parvo zabrałam sunię i z duszą na ramieniu wsadziłam do samochodu. I stał się cud - Dasza znalazła dom tego samego dnia. W poniedziałek zostanie obejrzana przez weta i podpiszemy umowę adopcyjną.

Niestety zaginęła moja domowa sunia Myszka - szukamy wszędzie, wierzę że znajdziemy.



20.05.08 Dobre Wieści :
Dinka, która w rezultacie została Tinką, zostaje w DT na stałe!
Jeszcze nie wygoiła się rana po sterylce, a decyzja o zostawieniu suni juz zapadła.
Mimo trudnych warunków finansowych psy w domu mają miłość i opiekę.
Sunia i jej rodzina adopcyjna zostaje pod opieką i nadzorem Fundacji.

15.05.08:
Kilka dni temu znaleźliśmy na ulicy małą, czarną, ciezarną suczkę bez obroży (ok. 1 roku). Wlaściciel się nie znalazł, prawdopodobnie sunia została wyrzucona ze względu na swój stan. Znalazłam dla niej ciepłe ale baaaardzo ubogie DT. Dzisiaj sunia została poddana sterylce aborcyjnej (7 szczeniaków!).
Wysterylizowałam także dwuletnią sukę tych państwa (mam nadzieję, że zdołamy uzbierać pieniążki w naszych skarbonkach). Obie sunie bedą pod moją osobistą kontrolą. Przy okazji rodzina DT dostała torbę ciuchów po moich dzieciakach. Warto pomagać ludziom z sercem dla zwierząt.
Szukamy domu dla czarnej suni, którą DT nazwałam Dinka.


w drodze do weta


już po zabiegu


Saba i Dinka już w domu (DT).



8.05.08:
Dzisiaj zrobiłam rajd po weterynarzach w mieście. Wydrukowałam sobie wizytówki z napisem "Adopcje psów i kotów".
Namiary na mnie i takiż sam napis umieściłam na rozwieszanych plakatach.
Staram sie o mozliwość bezpłatnego wieszania plakatów w środkach komunikacji. Dwóch weterynarzy chce współpracować (zniżki i pomoc w adopcjach, czyli informowanie i kojarzenie ze mną chętnych na psa).
Jeden poprosił nawet o stałą tablicę informacyjną z namiarami na fundację. Myślę ze to dobry pomysł, tym bardziej, ze obiecał umieścić podobne w gabinetach kolegów.
Ma także przemyśleć cennik dla nas, jestem dobrej myśli. Bardzo zależy mi na stworzeniu takiej bazy adopcyjnej, oby się udało.
Kupiłam na allegro puszki po herbacie. Chce je odpowiednio podpisać, zrobić dziurki i rozwieźć po lecznicach w charakterze skarbonek.

Wczoraj zaszczepiłam przeciwko wirusówkom moje dwie podopieczne, niedługo sterylki.
Dołąaczam zdjęcie moich psów (kudłaty to mój osobisty, zgarnięty z ulicy w złym stanie 13 stycznia tego roku, pozostałe to moje suki podopieczne).

Pozdrawiam serdecznie
Agata

5.05.08:
Raport Agaty:
Jeśli chodzi o moją działalność: