|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Relacja z pobytu Piguły(Pigy) w DT Gagaty
więcej informacji o Pigule
Uwaga!!!
Szukamy dla Piguły domu stałego!!!!
Szukamy opiekuna, który zapewni Pigule miłość i uwagę jakiej sunia potrzebuje.
Jeśli znacie osoby, które mogłyby być zainteresowane Pigułą - pokażcie im
proszę tę stronę.
Kontakt do Gagaty:
tel. 604 640 761
iwolewinska@gmail.com
3.1.2009:
No i nie było tak strasznie w Sylwestra... Ze wszystkich moich
rezydentów i tymczasów najbardziej bała się.... wnuczka. Pigułka,
owszem, podskakiwała trochę, gdy strzał padał zbyt blisko okien lub
był bardziej świszczący, ale o żadnej histerii, panice czy szczekaniu
mowy nie było. Muśka zainstalowała się u mnie pod kołdrą a Fredek
kawałkiem pod wersalką, bo reszta się nie mieściła.... Obyło się też
bez "niespodzianek". Rano sobie wszystko odbiłyśmy - dłuugi spacer po
okolicy i ani jednego obcego psa, dla mnie bomba. Sąsiedzkie psy
zaczęły się pokazywać dopiero koło południa - biedaki...
A my mamy teraz czas pomyśleć, z optymizmem oczywiście, o tym, co nas
może czekać w nowym roku...
1.1.2009:
"Krakowski koszyczek" według naszego Wieszcza Adama Mickiewicza,
czyli:
"Bo dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte
jak dzieło tworzenia..."
Po pracy czas na trochę relaksu:
Czy te oczy mogą kłamać?...
"To wszystko nie ja, taka jestem malusia i skromniusia..."
31.12.2008:
Dziś strzelająca noc.... O koty się nie boję, bo jak zwykle znikną w
regałach i półkach na całą noc - dla nich najlepszym lekarstwem na
takie "głośne stresy" są moje swetry. O Burą też martwić się nie muszę,
bo jesteśmy ze sobą na tyle długo, że wiem, iż żadne burze, strzały ani
inne boże dopusty wrażenia na niej nie robią. Zagadką jest reszta -
głównie zaś Frędzel i Pigułka. Nie zamierzam faszerować ich żadnym
sedalinem czy inną walerianą, bo nie sądzę, by było to im
potrzebne, przecież całą noc będę z nimi, ale taki lekki niepokój
gdzieś pod skórą siedzi... Z pewnością odpuszczę sobie wieczorne
spacerki, bo w pobliskim parku dzieci zabawy zaczynają dość
wcześnie. Niektóre zabawiały się już wczoraj, ale tak jakoś sporadycznie
jeszcze, bez przekonania. Pigułka wykazała mierne zaniepokojenie,
Frędzel nawet się nie obejrzał, ale znajomego czarnego swetra opiekun
szukał ze dwie godziny. Planuję długi popołudniowy spacer, taki
dwugodzinny, a następne wyjście dopiero rano, może być i o świcie, gdy
reszta świata będzie leczyć kaca... Najwyżej przydarzy się jakieś
"nieszczęście"... ludziom też się zdarza, prawda?
Przed chwilą mama spytała się mnie, czy nie wolałabym pójść na jakąś
zabawę z przyjaciółmi zamiast siedzieć z psami w Sylwestra. I wiecie
co? Jednak wybrałabym psy. Gorzej, że córka zamierza to wykorzystać i
obdarzyć mnie również towarzystwem wnuczki tej nocy,hihi. Widać ja też
urodziłam się pod Psią Gwiazdą...
27.12.2008:
Cały czas mam pretensje do siebie, że źle wybrałam domek dla Pigułki,
ale tak naprawdę, to - poza instynktem - już nie wiem, czym mam się
kierować.... Wiadomo - ogródek fajna sprawa, towarzystwo innych
zwierząt, jeśli nie dominujące, też przyjemne, brak małych dzieci
bardzo pożądany, duużo serca i cierpliwości - najważniejsze.... Ale jak
to "obadać" w paru rozmowach?? Jak tym ludziom przekazać, że wraz z
Pigułką zabierają kawał mojego serca?? Że powierzam im coś bardzo dla
siebie cennego?? Nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe.... A znów
zaczynają się telefony w sprawie Pigułki i znów będę się bać, że się
pomylę....
22.12.2008:
A jednak marzenie się nie spełniło....
Pigułka wróciła do mnie. Ponoć chciała zjeść welshaka pani
domu... Wyszło mi, że choć pan rzeczywiście był sensowny i
odpowiedzialny, to jego małżonka niekoniecznie, a Pigułka miała być
pieskiem do zabawy dla jej pieska... Oba psy, a zwłaszcza Pigułka,
nawet nie dostały szansy, żeby się dogadać, a przecież taki proces musi
potrwać choć ze dwa tygodnie... A swoją drogą dobrze się stało, że
wróciła już teraz, kiedy reakcje lękowe lub jakieś inne nie zdołały się
w niej jeszcze rozwinąć. W końcu nie po to obie tak ciężko
pracowałyśmy, żeby suńka robiła u kogoś za niańkę dla welsha,(!), ona w
swoim domu bedzie gwiazdą ![]()
Po Nowym Roku znów zaczniemy się rozglądać za domkiem dla niej, ale na
pewno już nie tak daleko...
19.12.2008:
Pigułka właśnie odjechała do nowego domku.....A ja i cieszę się i
płaczę....jakaś głupia jestem, czy co? Wiem, że domek dobry, że będą
zdjęcia itd., że lepiej trafić nie mogła... Tam na nią już czeka
posłanko, micha i kumpel... Nowy opiekun naprawdę sensowny, spokojny,
widać, że ma podejście do zwierząt..... A łzy lecą... No nic. Pigułeczko,
daleko zaprowadziły cię twoje Bogi - od jamki na polach pod Ciechanowem
do własnej willi w Krakowie... Niech ci się wiedzie kochana... I jak
najszybciej zapomnij o poprzednim życiu i o nas wszystkich! Masz
pamiętać tylko to, co fajne, słyszysz?
Powodzenia, Pigułeczko!
15.12.2008:
No i stało się..... Pigułka ma dom! Odpowiedział na jedno z ogłoszeń
miły pan z Krakowa. Był nawet u nas na wizycie przedadopcyjnej i
bardzo się sobie oboje spodobali. Pigułka od niego nie uciekała, dała
się miziać po głowie i po szyjce... Wiem, że w Krakowie będzie mieszkać
w domku z ogródkiem wraz z kolegą - rocznym welshem. Ma obiecane
spanko w domu i konieczne spacerki poza ogródkiem - na smyczy
oczywiście. A ja mam obiecane zdjęcia za jakiś czas i zgodę na wizytę
poadopcyjną. Pan dysponuje stosownym doświadczeniem - przez 14 lat
mieszkał razem z ONkiem i bardzo przeżył jego utratę. Myślę, że nie
mogło stać się lepiej - Pigułka będzie miała na choinkę fajny domek, a
w Działdowie równie fajny znalazła Gajda... Takie święta to ja mogę
mieć codziennie!
W piątek Pigułka nas opuszcza....
10.12.2008:
Pigułka na spacerach jest coraz odważniejsza. Ponieważ czasami lubi
obszczekiwać duże psy (to wpływ niereformowalnej narazie Muśki),
zdecydowałam się
na mały eksperyment. W porozumieniu z zaprzyjaźnioną
opiekunka wilczura zorganizowałam małe spotkanko. ON-ek jest bardzo
posłuszny więc obawy, że zeżre mi suńkę były nieduże, ale zawsze jakiś
tam cień niepewności był... Pigułka, jak tylko go zobaczyła, zaczęła
swój koncert - podbiegała w jego stronę, wracała do mnie i znowu
podbiegała... A ONek czekał... W końcu odważyła się, podleciała bliżej,
obwąchała mu pyszczydło i z powrotem w długą... Po chwili powtórka, ale
już bez hałasu... I co powiecie? Teraz ONek to jej wielki kolega! Żeby
tak jeszcze polubiła tego cholernego czarnego sweterka... Narazie
sweterek tylko przemyka jak duch między parkowymi drzewami o świcie i
doprowadza Pigułę do rozpaczy, bo nie da się obwąchać... A z Pigułą
rozpaczam ja i niektórzy okoliczni mieszkańcy... Gdzie mogę kupić te
dyski Fishera??????
7.12.2008:
Nc z tego, Pigułka jednak zostaje narazie z nami...Jej pewnie jeszcze wszystko
jedno, ale moja mama się cieszy... Wczoraj suńka straciła swoją
klatkę - trzeba było widzieć, jak patrzyła, gdy ją składałam... Ale
teraz jest już ok. Zaczęła zacieśniać stosunki z nami, a znajomej,
która do nas zajrzała, udostępniła nawet swoje brzusio do miziania,
chociaż widziała ją po raz pierwszy
W porach wychodzenia na
spacerki Pigułka podbiega do mnie od tyłu i wskakuje na nogi, bo wyżej
na szczęście nie sięga - to taka forma przypomnienia: A Ja? Ja też
chcę na spacerek....
Delikatnie też łapie zębami za dłoń przy głaskaniu,
zupełnie jak szczeniak... Tylko czesania nadal nie lubi - kuli się
wówczas i próbuje zwiewać... a czesac trzeba, bo jej sierść dość łatwo
się filcuje w skutek wilgoci. Trudno, cierpieć będziemy obie.
5.12.2008:
Od wczoraj nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, jak o telefonie,
który otrzymałam w sprawie Pigułki...Jest pani, której panna wpadła w
oko i chce ją mieć u siebie na zawsze... Pigułka załapała by się na
domek z ogródkiem i na większą koleżankę z Emira... Zobaczymy, co
będzie dalej...może się nie rozmyślą... Narazie Pigułka łazić zaczęła
za mną po całym domu, jakby czuła, że niedługo się rozstaniemy... Nie
przeszkodziło jej to zresztą w czynnym udziale w psikusach Frędzla
- oboje dorwali rolkę papieru toaletowego, który nieopatrznie
zostawiłam na stole. A zostawiłam, bo muszę co jakiś czas obetrzeć
dzioba kocicy po no-spie - biedulka ma SUK i co jakiś czas muszę ją
tak paskudnie potraktować. Dobrze, że to nie ostatnia rolka w domu,
hihi... nie miałam pojęcia, że ten papier potrafi tak dużo mejsca zająć
po przerobieniu przez psy.
2.12.2008:
Śmieszna jest ta Pigułka....Czasami zachowuje się tak, jak półroczny
szczeniak, jakby odrabiała stracone dzieciństwo. Gania i podgryza się
z młodym, podbiera mu zabawki. Coraz częściej i chętniej zagląda do
kuchni... Zdaje się też, że zaczyna lubić dotyk ludzkiej ręki. Chętniej
poddaje się pieszczotom, a bywa, że i sama już łepek podstawi.
Szczególnie przypadła jej do gustu moja mama, która już nie kryje, że
woli Pigułkę od Muśki i od czasu do czasu prosi, by dać jej suńkę na
spacerek. Robię to ze strachem w duszy, ale wtedy ubieram dziewczynę w
smyczkę, flexi zostawiam na inne okazje (te ze mną...) Dzisiaj Piguła
po raz kolejny rozwaliła klatkę przy czynnym udziale Fredka - to
oczywiste, jak mawiają niektórzy... Kiedy oboje wparują do środka, to
klatka rozkłada się jak kwiat, każda ściana w swoją stronę... Chyba ją
w końcu zlikwiduję....
27.11.2008:
Nie ma to jak własna glupota i lenistwo....Troszkę rano zaspałam i
bardzo się spieszyłam, więc inteligentnie postanowiłam zabrać na
poranne wietrzenie wszystkie psy hurtem.... Pomyślałam sobie, że lepiej
wszystkie razem i dłużej niż każde po kilka minutek (ten ograniczony
czas...) No i się narobiło.... W parku cisza, spokój, pieski robią co
trzeba....Nagle jak duch pojawił się czarny sweterek i się
zaczęło... Muśka z Pigułą dawaj! na niego... Frędzel wolał sąsiednie
drzewko, a Bura skoczyła w trzecią stronę... No i ja, biedna
zaliczyłam, oczywiście glebę... i to jak! Nawet gwiazdę betlejemską
dojrzałam... Potem nie mogłam się pozbierać, bo wszystkie przyleciały
mnie ratować. Taka okazja! Jak tu nie wylizać po gębie, skoro ona tak
nisko, blisko i nie odpycha, hihi. W dodatku te smycze....W końcu
cudem się wyplątałam i byłam zadowolona, że nie trafiłam w jakiś
świeżutki prezent Muśki albo Piguły i ze nikt tego upadku nie
widział... Daremne nadzieje...Z mroku objawił się nagle pan od
sweterka: "Ja bardzo przepraszam, chciałem pani pomóc się pozbierać,
ale bałem się podejść"....No nie...Do metra polazłam kulejąc,
oczywiście spóźniona, a skutki spacerku czuję do dzisiaj...Nigdy
więcej!!!!
24.11.2008:
Weekend Piguła miała baardzo emocjonujący... Po pierwsze Muśka nadal
nie do końca sprawna, a więc grzeczniejsza, po drugie śnieg....Co też
ta suczyna nie wyprawiała na spacerze!! Tarzała się, ganiała, chwilami
tylko ogon było jej widać.... A wczoraj wchodzę do pokoju i co widzę?
W klatce Piguły zwinęła się w kłębek kotka Zuzia i...usnęła. Piguła
siedziała przy wejściu do klatki i z niedowierzaniem patrzyła, co się
dzieje. Mój pierwszy odruch to, oczywiście, ratować kota, ale, w sumie,
przed czym? Po chwili jednak nadleciał Frędzel i Zuzię
spłoszył. Wyskoczyła sobie górą i z półki obserwowała rozwój sytuacji.
Piguła wlazła do klatki, sprawdziła swój stan posiadania (Fredka
piłeczka, pluszowa małpa wnuczki i gumowy ogryzek jabłka...),
szczekiem odegnała smarkacza i było po wszystkim.
22.11.2008:
Dobrze się stało, że nie zaczęłam wiązać Pigułki do siebie na
smyczy.... Wystarczyło kilka dni zamykania jej klatki przed nosem i
dziewczynka zaczęła inaczej się zachowywać. Nie bez znaczenia jest
tu, oczywiście, niedyspozycja Muśki... Codziennie rano budzi mnie
popiskiwaniem i delikatnym skomleniem - to prośba o spacerek. Smyczkę
zakładamy już przy drzwiach i biegniemy. Piguła umie omijać drzewa i
słupy na spacerkach, kocha powitanka z mniejszymi psami, duże
obszczekuje. A dziś zaskoczyła mnie kompletnie... Rano w parku biegał
sobie czarny sweterek, którego Pigułka niespecjalnie lubi. Na dworze
było ciemno, bo 5.30 i ja, jeszcze niezupełnie rozbudzona,
wypuściłam z ręki flexi.... Piguła pognała jak szalona do sweterka z głośnym szczekiem.
Ja za nią, przerażona, widząc już oczyma duszy, co będzie, gdy suńka
sie rozhuśta i poleci w świat.... A ona obszczekała intruza i
...spokojnie, jak gdyby nigdy nic, do mnie wróciła... Wymiękłam - ale
jeszcze nogi mi się trzęsą...
19.11.2008:
Od wczoraj jamniorzyca Muśka jest posterylkowo wyłączona z
towarzyskich układów, więc Piguła korzysta jak potrafi. Znacznie
zmniejszyła dystans między sobą a ludźmi czyli nami, chętnie przybiega
się witać, często poliże po ręce albo nodze... A dziś rano aż para z
uszu jej szła - tak walczyła między spacerkową pokusą a koniecznością
założenia smyczki przy drzwiach. W końcu perspektywa spacerku
zwyciężyła i po raz pierwszy dała sobie założyc smycz przy wyjściu jak
każdy inny pies mieszkający z nami.... A swoją drogą to ciekawe, tak
podglądać, jak z wystraszonego kudłatka wychodzi wcale fajna, miziasta
suczka. I jak zmieniają się jej relacje z innymi zwierzakami. Kotów
już nie gania (no...czasem...ale niegroźnie), ze szczeniorem bawi się
lepiej niż jego matka, z resztą też wszystko poukładane... Tylko ta
Muśka... Jak dwie suczyny tej samej wielkości mogą tak idealnie
współpracować na spacerach, obszczekiwać te same psy i tych samych
sąsiadów, a w domu konkurować we wszystkim?
17.11.2008:
Na zdjęciach, które Margo zrobła Pigułce ona jest na smyczy i flexi,
ale to dlatego, że ze właśnie miałyśmy w planie spacerek...
Zwykle
wyprowadzam ją na flexi (jeśli jest jej kolej na pojedynczy
spacerek...) ale teraz wymyśliłam sobie, że na zwykłej smyczce będzie
lepiej widać, że Piguła nie ucieka i że dobrze chodzi...
Wczoraj z kolei zaeksperymentowałam... pogoda była ładna w cięgu dnia,
niedziela, ludzi niewiele i czasu dość... Postanowiłam zobaczyć, jak
daleko dziewczynka pójdzie, gdy da się jej taką szansę... Prowadziła
ona, a ja tylko jako trzymadło do flexi... Po godzinie byłyśmy już
kawał od domu, parę osiedli dalej, wręcz przy lesie...
A potem ludzie
bez wyobraźni dziwią się, że schronowy piesek puszczony luzem nie
trafił do domku, że uciekinier... że niewdzięczny... Piguła po takim
spacerze padła jak długa...ja też.
16.11.2008:
Wczoraj była u nas Margo w sprawie zupełnie innego pieska...I okazało
się, że ona zna Pigułkę ze strony Emira...Było dużo miziania i
zdjęć... Pigułka na spacerach śmiesznie reaguje na przechodniów -
zawraca za każdym, który blisko przechodzi i łapie wiatr... Ale w parze
z Muśką zaczynają obie ciągnąć jak parowozy... Przykro mi,
dziewczyny, nie będziecie razem wychodziły, za dobrze się czujecie, a
przecież macie słuchać człowieka, prawda?
Od czasu do czasu podaję psom takie niby kości zwinięte z wysuszonej skóry
- to po to, by urozmaicić im czas, a sobie dać chwilę wytchnienia. Fajnie było
obserwować, jak każdy zwierzol swoją "kostkę" konsumował w inny sposób. Fredzio
latał ze swoją po całym domu, Bura złapała z jednego końca i międliła ten
koniec do szczęśliwego finału, Muśka próbowała różnych technik, a Pigułka
metodycznie, kawałek po kawałku rozwijała rolkę skóry... Niby taki sam problem,
a jak różne sposoby jego rozwiązywania...Ileż to człowiek może nauczyć się od
psa...
Zdjęcia Piguły zrobione przez Margo:
Więcej zdjęć
15.11.2008:
A Piguła znowu się zatrzymała....To znaczy, cały czas bardzo chętnie
wybiega z tej swojej nory/klatki na witanka i spacerki, kręci
dupinką, poszczekuje, ale jednak dotyku ludzkiej ręki nadal się
obawia... Nie wiem, może to wina wrednej Musicy, która jest po psiemu
zazdrosna i traktuje mnie tak, jak moje dziecko lodówkę - czyli
dystrybutor wszelkich dóbr... Czasami odnoszę wrażenie, że to właśnie
ona powinna siedzieć w tej cholernej klatce... Z drugiej strony Piguła
chyba lubi to miejsce, bo chętnie tam się chroni, a drzwiczki ma stale
otwarte... Dziś przy okazji opróżniania klatki z nocnych zdobyczy dała
mi do wymiziania swoje brzusio w całej okazałości... Ona zdecydowanie
kocha czytać- ściąga ze stołów kartki, reklamówki, rachunki i starannie
rozkłada je na czynniki pierwsze. Żadna zabawka smarka czy też piłeczka
nie cieszy się u niej takimi względami jak słowo pisane... Ma to chyba
po Ryhu, hihi... Gdybym była jej docelowym ludziem, uwiązałabym ją sobie
już do paska na smyczy i ciągała za sobą po całym domu... Niestety, nie
jest to możliwe, bo Muśka stale czuwa - to raz, a po drugie, wiem, że
to samo musiałaby biedna przerabiać w nowym domku.... więc po co ją
stresować....Dam jej czas...
13.11.2008:
Wczorajsze popołudnie było dla Piguły nad wyraz ekscytujące, dla mnie
zresztą też. We dwie poszłyśmy sobie na długi spacer po ulicach w
godzinach szczytowych. Na początku troszkę bała się hałasu ulicznego (
ona w ogóle jest wrażliwa na głośne dzwięki), ale nie zapomniała
przecież o obwąchiwaniu trawników i nie szarpała się na smyczy. Po
prostu szła sobie obok mnie, z rzadka tylko chowając się za mną, na
luźnej smyczy, blisko lewej nogi - choć tego jej nie uczyłam!! Ona tak
sama z siebie woli tę stronę, hihi. Potem zajrzałyśmy do
zaprzyjaźnionego sklepu z art. zwierzęcymi, gdzie panna oniemiała z
wrażenia - tyle różnych różnistych zapachów... i tak blisko pyska... Ale
poczęstowana suszoną wątróbką przemieliła ją tylko w dziobie i
wypluła, musiałam zabrać na później... Suczka panu ze sklepu szalenie
się spodobała i wcale się nie dziwię, bo jest pięęękna. Następnie
zajrzałyśmy do biblioteki, gdzie miła pani miała dla nas sporo
wyrozumiałości, dała jej się zwinąć w kłębek pod biurkiem i poczekać, aż
wybiorę coś dla siebie. Trochę to trwało, bo moja lektura nie może
mieć twardych okładek, Frędzel takich nie trawi... hihi. Ostatnio zeżarł
jakieś romansidło mojej mamy, zna się chłopak na literaturze, a co!
Przyszła kolej na ostatnią wizytę... Tej bałam się najbardziej, bo była
u weta. W poczekalni trochę się niepokoiła, kręciła przy
drzwiach, obwąchiwała kąty, ale kto nie boi się dentysty?... Wprawdzie
poszłam tam w innej sprawie, ale miła pani doktor przy okazji
zainteresowała się Pigułką. Mała dała się postawić na stole, pozwoliła
zajrzeć sobie w uszy i do zębów, dała się obmacać, choć mięśnie
brzuszka napięła... Potem zwinęła się znowu w kłębuszek i czekała, aż
skończymy to całe gadanie. Werdykt: Piguła jest śliczna, młodziutka i
całkowicie zdrowa, zdradza też jeszcze niektórymi zachowaniami swoją
niedawną dzikość - to zwijanie się w kłębuszek jak w wykopanej
norce, kładzenie uszu po sobie. Za to zero agresji i zlekceważenie
poczęstunku. Potem był długi spacer po parku dla uspokojenia
skołatanych nerwów i powrót do domciu, gdzie z radością zeżarła
wszystkie uzbierane w gościnie frykasy...
12.11.2008:
Wiecie? Nic tak dobrze nie robi na naukę porządku u nastolatków jak
nieduży piesek na DT i wszędobylski szczeniak w domu,hihi...Właśnie
dziecko przyleciało z wrzaskiem, że Piguła i Frędzel rozpracowali jej
ukochane dżinsy... Dowody były na posłaniu smarka, pod wersalką i w
klatce.... Swoją drogą po cichu bardzo się ucieszyłam, bo już od
pewnego czasu sama zasadzałam się na nie... Piguła na spacery chadza w
różnych konfiguracjach i całkiem nieźle jej idzie, co ja mówię? idzie
jej świetnie! Ale najlepiej jej chyba z Muśką - obie są tego samego
wzrostu i obie kochają ganiać gołębie... A ostatnio nakryłam Muśkę w
klatce u Piguły, jak się obie miziały po uszach... Muszę pilnie
skontaktować się z Klaudią, zrobimy foty i ogłoszenia. Piguła może
już iść do domu, do swojego ludzia...
9.11.2008:
Od wczoraj jest u mnie na tymczasie moja 2,5 letnia wnuczka.
Myślałam, że Piguła poczuje się zagrożona, ale nie... Owszem, ciut
nieufnie przygląda się małej, gdy ta gania koty lub Fredka, ale to
wszystko, nawet na jej wrzaski reaguje ze spokojem czyli inaczej niż
ja... Coraz chętniej zagląda do kuchni, gdy ja tam jestem i sprawdza
miski reszty towarzystwa. Szkoda, że nadal uchyla się przed głaskami
poza klatką, ale i na tym polu widać znaczące postępy - parę razy udało
mi się przypiąć jej smycz bez uciekania się do sztuczek i podstępów.
No i najważniejsze: dziś na spacerku zwyczajnie mnie wyprzedziła i
próbowała ciągnać!!!!
8.11.2008:
Pigułeczka już nie ma kołtunków. Wczoraj udało nam się wyczesać i
wyciąć ostatnie, spod ogonka. Myślałam, że dziewczynka będzie się
wyrywać lub w inny sposób manifestować swoje niezadowolenie i strach,
a ona zwinęła się przy mnie i udawała, że jej nie ma...Za to ogonek ma
przepiękny. Codziennie rano przybiega się witać w porze
spacerkowej, podbiega, poliże w rękę i odskakuje... dziś nawet oparła się
o mnie przednimi łapkami. Tak samo reaguje, gdy ja lub ktoś z
domowników wraca do domu. To znak, że lody zaczynają pękać, a suńka
odczuwa już potrzebę bliższego kontaktu z człowiekiem. Szkoda tylko, że
w warunkach pozaklatkowych jeszcze się przed głaskaniem uchyla... Za to
w klatce, otwartej przecież, mizia się na całego, nawet brzusio
pokazuje.... Gdyby Piguła miała zostać u mnie na stałe, już
zlikwidowałabym klatkę. To by jej pomogło w przyzwyczajeniu się do
tego, że bezpieczny jest dla niej cały dom i wszyscy domownicy. Ale tak
naprawdę to niezbyt mi na tym zależy - boję się, że zanadto się do nas
przywiąże i przejście do domku stałego spowoduje jej ponowne wycofanie
się.... Chyba zacznę zapraszać gości, a ją na czas wizyt wyrzucać z
klatki.... Niech się oswaja z wieloma ludzmi...
6.11.2008:
Odczulanie Pigułki na koty przynosi postępy - już nie wariuje na ich
widok, nie rozstawia po kątach i regałach, ale jeszcze samej z kotami
bym jej nie zostawiła...choć nie jest wykluczone, że w nowym domu jej
najlepszym przyjacielem będzie właśnie kot....Piguła wogóle
demonstruje coraz to nowe, czasem zaskakujące
umiejętności: ostatnio, gdy zamknęłam jej klatkę, tak kombinowała, żeby
dostać się do środka, że aż miło było patrzeć: nosem, łapą, nawet na
regał wskoczyła, by zaatakować problem z góry....no bo wychodzenie to
ma opanowane do perfekcji. Na spacerkach odkryłam jej nową wielką
pasję - gołębie, kawki, sroki....Tak mi nieraz przykro, że nie mogę jej
spuścić ze smyczy, bo pewnie razem z tymi ptakami rozpuściłaby się
biedula w sinej mgle...Spróbuję ją za to zabierać ją na dwór na
flexi, przynajmniej wtedy, kiedy wychodzę tylko z nią. Bo muszę się
przyznać, że po pierwszym udanym spacerku z Burą, chętnie zabieram je
razem, zwłaszcza rano, szczególnie, że Piguła nie przeszła jeszcze na
czas zimowy i pobudkę zarządza według letniego ...hihihi
5.11.2008:
Wczoraj, trochę z lenistwa, a trochę z ciekawości, zabrałam Pigułę na
poranny spacer razem z Burą. To było niesamowite! Pigy tak się
cieszyła, tak ją obskakiwała! Robiła dokładnie to co Klara: ta wącha
kamień, to i ona, ta robi siusiu, ona też, ta leci do krzaczka, ta
również... Tylko koopę, jak dobry gospodarz, przyniosła do
domu, hihi. Trzeba będzie pomyśleć o poważniejszych spacerkach,
ulicznych, wsród ludzi... Niech się dziewczynka uczy, że są i tacy
ludzie, którzy tylko przechodzą obok....
4.11.2008:
Przez ostatnich kilka dni w domu panował raczej wzmożony ruch: a to
brat,a to córka , a to ktoś tam jeszcze miał po drodze...troszkę się
bałam o suńke, ale niepotrzebnie. Przy każdej nowopoznanej osobie robiła
się ciut odważniejsza, a jak miała dość, to chroniła się do klatki i
stamtąd śledziła wydarzenia. Głaskania w warunkach pozaklatkowych
nadal się boi, ale po łakocie przychodzi nawet dla obcych dla niej
ludzi... Poza tym Piguła budzi jakieś fajne pozytywne emocje u
ludzi, nawet sąsiedzi, którzy dziwnie na mnie patrzyli, gdy słyszeli o
ilości posiadanych przeze mnie psów, próbowali ją głaskać, hihi...
3.11.2008:
No więc stało się, Piguła była na swoim pierwszym prawdziwym
spacerze! Po schodach zeszła bez ociągania się, bardzo starannie
obwąchała trawnik przed klatką. Potem powoli obeszłyśmy całe
podwórko, raz, drugi raz...poszłyśmy dalej, wokół bloków...
na smyczy szła
ładnie, nie szarpała się, nie lonżowała, choć zdecydowanie wolała
trzymać się tuż za mną. Do domu wróciła bez żadnych problemów - schody
opanowała perfekcyjnie!. A w domu niespodzianka...okazało się, że cała
rodzina z zapartym tchem obserwowała z okien pierwsze kroki Piguły na
smyczy i teraz każdy pchał się ze swoim przysmakiem. Było śmiesznie...
1.11.2008:
Muszę coś zrobić z jej klatką... Z jednej strony jest to konieczne
zabezpieczenie całości moich kotów i ograniczenie jej kolekcjonerskich
zapędów, zwłaszcza, gdy nie ma mnie w domu. Z drugiej jednak
strony, ona zbyt chętnie tam ucieka, gdy czegoś się wystraszy. W dodatku
traktuje tę klatkę jak dobro absolutnie własne - każde zbliżenie się
do klatki Fredka albo którejś z suk jest przez nią traktowane bardzo
poważnie. Ale gdy z niej wyjdzie, to baraszkują ze smarkaczem w
najlepsze, wylizują sobie pyski, siłują się - jest na co
popatrzeć... Musze ją jakos odczulić - oswoić z kotami, ale jeszcze nie
bardzo wiem jak. No nic, będę myślała... No i następna sprawa: ujawniła
się zaborczość mojej farbowanej jamniorzycy Muśki, która ostatnio
zaczęła bardzo pilnować, by Piguła nie dostała ode mnie zbyt wielu
głasków.... Skąd ta cholera wie, że zaczynam Pigułę lubić bardziej niż
ją??? Przecież tego nie okazuję, a Pigy głasków poza klatką raczej się
boi...
31.10.2008:
Piguła jest już u mnie drugi tydzień i odnoszę wrażenie, że postępy
poczyniła ogromne. Spod przerażonej kupy futra zaczyna wyglądać bardzo
fajny, wesoły i miziasty pies, w dodatku bardzo ładny. Najbardziej
cieszę się z tego, że wreszcie przestała uciekać przy najmniejszym
ruchu człowieka, choć nadal koszmarnie boi się ludzi. Widać to było
podczas spotkania z ratlerkiem i jego panem na trawniku - Piguła w
pierwszej chwili zamarła, a potem starała się od faceta odsunąć jak
najdalej, ale bez szarpania. Jednak dobrze, że ta obróżka jest ciasno
zapięta, mimo wszystko. Liczę, że jej stosunek do ludzi się zmieni, gdy
zaczniemy chodzić na systematyczne spacerki i spotykać przechodniów.
Przekona się, że nie każdy czlowiek bije i rzuca kamieniami, czy co ją
tam innego paskudnego w życiu spotkało.... W warunkach domowych
widać, że bardzo chce robić, to co reszta stada - witać się ze mną,
miziać, biegać za piłeczką.., wylegiwać się na wersalce... Z zachowaniem
czystości narazie nie mam kłopotu - suczka wychodzi na balkon i tam
siusia na specjalnie dla niej położoną szmatkę.
29.10.2008:
A Piguła była pewnie po raz pierwszy w życiu na osiedlowym trawniku!
Podczas wczorajszego "katowania" zwierzaka schodami tak nam się to
spodobało, że wylądowałyśmy przed klatką. Każdy podest w dół zaliczała
z pewnymi oporami przy pierwszym stopniu, a potem szybciutko na dół,
do następnego pierwszego stopnia.... Na trawniku bardzo jej się
podobało, nawet jazgotliwy ratlerek sąsiadów, który akurat wtedy
wybrał się na spacer, jej nie spłoszył... Ale siusiu nie zrobiła i
prowadzanie jej na smyczy bardziej przypominało lonżowanie konia,
chodziła sobie dookoła mnie i bardzo się starała, żeby być za moimi
plecami. Nie wiem, dlaczego ona cały czas woli być z tyłu....chyba ta
teoria dominacji Fishera jednak nie całkiem odeszła do
lamusa...Wieczorem, gdy psy pchały się do mnie na pieszczoty, ona też
podbiegła krecąc kuperkiem, obwąchała i polizała moją rękę. Pogłaskać
jeszcze się nie dała, za to rąbnęła mi z nogi kapcia i triumfalnie
zawlokła na swoje posłanie. Ona w ogóle jest kolekcjonerka: znosi na
swoje posłanie zabawki Fredka, części garderoby, kapcie...no i podbiera
burej Klarze hepatic z miski... Żeby tak jeszcze nie ganiała kotów...
28.10.2008:
Postanowiłam znowu podręczyć Pigułę schodami. Wyszłyśmy po domowym
smyczkowaniu na klatkę schodową, tam suka ponownie rozpłaszczyła się
przy pierwszym stopniu. Zawołałam na pomoc Burą, która parę razy
wbiegła, zbiegła i ...żyła. Nie jestem pewna czy przykład działa na
psy w sytuacjach stresowych, ale przecież spróbować nie zawadzi...w
każdym razie Piguła uważnie obserwowała Burą...Potem zaczęłam ją kusić
kiełbasą i lekkim naciskiem smyczą.. Przyznam się, że trochę zależy mi
na tym ćwiczeniu, bo dość wysoko mieszkam i nie usmiecha mi się targać
zwierzaka na rękach na codzienne spacery... Najpierw dała się ściagnąć
na pierwszy schodek, no to kawałek kiełbaski jej się należał, potem na
drugi, na trzeci...za każdym razem tak się śmiesznie ustawiała, bokiem
do schodów i czekała na nagrodę... W końcu zaliczyła cały podest. Za
to z powrotem rwała do góry jakby przez całe życie nic innego nie
robiła, W kąt poszły wczorajsze strachy przed wchodzeniem. Potem
dałam jej święty spokój przez jakiś czas, żeby trochę ochłonęła. Jutro
ciąg dalszy dręczenia zwierzaka.
27.10.2008:
No to się narobiło....Zostawienie Piguły w spokoju nie było najlepszym
pomysłem - znowu zaczęła się ode mnie odsuwać...Wczoraj rano
uchyliłam jej balkon, a sama poleciałam wietrzyć smarkacza. Potem
wymieniłam go na suki¸ łażę po parku i z ciekawości spoglądam na
balkon - jest Pigy czy nie...W pewnej chwili widzę na balkonie ogon
smarkacza...Co jest? Skąd on tam się wziął? No to biegiem do
domu...Wchodzimy, a tu Piguła z Fredziem rozpracowywują moją
pidżame...źle domknęłam drzwi i stado się połączyło,hihi. Potem było
jeszcze śmieszniej, bo po południu musiałam odpracować rodzinny
obiadek, więc w obawie o całość moich kotów na wszelki wypadek
zamknęłam Pigułę w klatce. Wracałam po paru godzinach z duszą na
ramieniu i słusznie... Koty porozstawiane po regałach i półkach, a cała
czwórka harcuje w najlepsze... Pigule tak spodobała się poranna zabawa
z Fredkiem, że wydrapała się z klatki górą, klapa wcale jej nie
przeszkodziła. No to myślę sobie: Jak ty jestes dziś taka rozrywkowa,
to trzeba to wykorzystać, Uczepiłam jej smyczkę i dalej spacerować po
mieszkaniu... Najlepiej nam szło, jak powolutku ciągnęłam smycz za
sobą, tzn, nie przyciągałam smyczy do siebie, tylko trzymałam z tyłu i
prowadzałam sukę za sobą. Tak się rozochociłam, że postanowiłam
zaliczyć też klatkę schodową. Pigy z wielką radością wybiegła za drzwi
ale przy schodach ją zamurowało - bidulka pewnie po raz pierwszy w
życiu zobaczyła coś takiego i to od razu w dużej ilości... Wzięłam ją na
ręce i zniosłam na półpiętro. W końcu okazję trzeba wykorzystać do
końca.....Skoro suńka nie schodzi, to może chociaż wchodzi...W
pierwszej chwili skuliła się przy schodach, ja usiadłam ciut wyżej i
zaczęłam podsuwać jej pod nos kawałek kiełbaski... Skusiła się. I tak
powolutku, schodek po schodku po 20 minutach znowu byłyśmy w domku ...
25.10.2008:
Piguła miała gorszy dzień - latała po pokoju, nie mogła sobie znaleźć
miejsca, trochę skomliła... Może nie mogła darować mi próby zamachu na
jej kołtunki przy ogonie, a może zwyczajnie dopadła ją
chandra.... Dałam dziewczynce spokój. Czasami, jak tak skomli do moich
suk, to chce mi się ją do nich wypuścić... Wiem, że tęskni za siostrą, z
którą do tej pory były przecież nierozłączne... Po pewnym czasie
przychodzi zastanowienie - no tak, ona znowu ucieknie w pieskie układy
i ponownie nie będzie miala ochoty na kontakty z człowiekiem. Teraz
siedzi na balkonie i pyszczy... Zamierzam bliżej zająć się okolicami
jej ogona, musimy przecież oswoić kołtunki....
24.10.2008:
Dzisiejsza porcja:
Już wiem, dlaczego Piguła tak nie lubi szczeniaka! Ja też dziś go nie
lubię, bo w nocy zeżarł mi buta, którego wywlókł z szafki...Pigy
pewnie to przewidziała... A teraz na serio. Suka powolutku i
dobrowolnie przedłuża sobie pobyty poza klatką, w której czuje się
zdecydowanie zbyt bezpiecznie. Będę musiała to jakoś zmienić, ale
jeszcze nie dziś i nie jutro. Wycięłam jej kołtunki za uszami,
współpracy przy ogonie zdecydowanie odmówiła - dała dyla. Za parę dni
spróbuję jeszcze raz. Smyczkowanie idzie coraz lepiej - zaczęłam
stosować metodę podpatrzoną u córki w stajni: powolusieńku sciąga się
sznur/smycz do siebie ale nie pozwala się na cofnięcie zwierzaka, jak
się opiera i zaczyna szarpać, to na chwilę czynność się przerywa. No
i nie trzeba się spieszyć przy tej czynności, ale czasu to my trochę
mamy... Wieczorem do córki przyszła para znajomych i grzecznie ich
poprosiłam, by pobyli w dużym pokoju, przy Pigułce - chciałam, by
dziewczynka zaczęła się przyzwyczajać do obecności innych ludzi.
Rewelacji żadnych nie było. Patrzyła sobie na nich uważnie, oznak
paniki nie okazywała. Przy okazji powtórzę ten eksperymencik. Za to
później sunia mnie polizała! I wcale nie dlatego, że miałam ręce
wymazane czymś fajnym. Ot tak, zwyczajnie, sama z siebie, podczas
miziania za uchem... Byłam wniebowzięta.
23.10.2008:
Wczoraj byłam bardzo wredna, po kolejnym smyczkowaniu bezczelnie
zamknęłam biduli klatkę przed nosem i patrzyłam, co się będzie
działo. Latała od balkonu do michy z żarełkiem, nie mogąc się na nic
zdecydować. Resztę zwierzyńca oczywiście wygoniłam z pokoju, w końcu
mają się nie integrować...A ja sobie siedziałam na wersalce i
czekałam... Wreszcie wlazła pod stół i tam się zwinęła w kłębek.
Usiadłam przy niej zaczęłysmy mizianko. Nawet sprawiło jej to
przyjemność, co mnie cieszy, bo do tej pory mizianko poza klatką
traktowała trochę mniej ufnie niż to klatkowe... A wieczorem, przed
spankiem i po balkonowym spacerkowaniu mogłam stwierdzić, że brzusio
Piguły jest całe białe !!!!! Zwyczajnie mi go nadstawiła do głasków!!!
Może jeszcze nie tak do końca, jak szczenior czy pozostałe suki, ale
nadstawiła! A dziś rano zapomniałam nastawić zegarek i gdyby nie
Piguła, to pewnie bym zaspała. W stosownej spacerkowej porze zaczęła
szczekać - mądra z niej dziewczynka... Na smyczy juz nie trzepie się
jak motyl i daje się podprowadzać w wybrane przeze mnie miejsca, ale
gdy ściągam smycz do siebie, jeszcze się troche opiera. Przy
smyczkowych zapasach nie daję jej smakołyków tylko głaski, smakołyki
są wtedy, gdy sama z siebie coś zrobi. Ale kotów i szczeniora nadal nie
lubi, może dlatego, że Fredek jest od niej dwa razy większy, choć ma
dopiero 4 miesiące. Piguła ma piękny garnitur zębów, który
demonstruje smarkowi wraz z dziąsłami - przynajmniej wiem, że nie ma
kamienia nazębnego, hihi...
22.10.2008:
Wczoraj, gdy wróciłam
do domu, to Piguła chyba się ucieszyła...w każdym razie
stwierdziłam, ze wreszcie przestała oddychać tak szybko jak do tej pory
- powoli stres mija/minął? Ale kuwetę jednak jej wywalę, bo ona
zaczęła ją traktować jak legowisko. Dziś rano, gdy wychodziłam ze
smarkiem na spacer to ona trochę skomlała, pomyślałam, że bardzo chce
siusiu, więc po powrocie, zanim zabrałam na dwór suki, zostawiłam ją
samą w pokoju z otwartym balkonem. Widziałam z parku, że po balkonie
łazi, obserwuje, co się dzieje (dowody rzeczowe tez były, hihi) ale jak
wróciłam, to ona siedziała już grzecznie na swoim posłaniu razem z
...moją pidżamą....To jednak będzie miziasta suka ale cokolwiek
zaborcza, choć może w przyszłości właściciel, jeśli się postara, będzie
mógł ją z kimś połączyć. Teraz przy mizianiu, zaczęła też nadstawiać
boczki i w zasadzie spokojnie mogę sięgnąć jej do brzucha. Jeszcze
dzień, dwa i spróbuję wyciąć jej kołtunki, chyba, że coś się stanie i
znowu stracę parę punktów u niej np. przy "smyczkowaniu". W każdym
razie dziś zabieram jej żarełko z klatki i kuwetę. Będzie chciała
jeść, to będzie musiała wyjść, łaski nie robi. Zamierzam też zacząć
wypuszczać ją na balkon w porach wyprowadzania zwierzaków, żeby
przyzwyczajała się do stałych pór siusiania, może później łatwiej
skojarzy tę czynność ze spacerami. Usiłowałam poobserwować tę jej łapkę
i zdołałam zauważyć tylko, że w prawej przedniej palce/pazury trochę
się rozchodzą, między drugim i trzecim jest ciut większa przerwa, ale
nie sądzę, by jej to specjalnie przeszkadzało...Narazie tyle tylko mam
do powiedzenia, idę przypiąć ją do smyczy i trochę pociągać po
mieszkaniu. Smyczy na stałe niestety zostawić jej nie mogę, bo ją
znowu zeżre, narazie nadal dynda jej przy szyi pozostałość z
poprzedniej i póki co, to musi wystarczyć.
20.10.2008:
Jesteśmy po południowej sesji. Celowo
zamknęłam ją na balkonie na parę minut, byłam ciekawa, co zrobi, bo
wcześniej mimo spokoju i luzu z klatki wyszła chyba tylko na chwilę i
nie na balkon a na moje wyro, sądząc po śladach - miała sobie ochotę
podominować, hihi. Popatrzyła na otoczenie i dawaj dobijać się do
środka. Gdy ją wpuściłam ułożyła się blisko mnie, choć każdy mój ruch
powoduje to, że ona się odsuwa na moment... Z reki daję jej żarełko co
jakiś czas, ale za coś, za każdym razem musi do mnie bliżej podejść.
Namoczoną karmę olała, pójdę po puszki. Aha, wstawiłam też do klatki kuwetę,
zobaczymy, skoro lubi balkonowe skrzynki...Ja stosuję cały zakres tego
psiego języka łącznie z lataniem na kolanach jeśli trzeba, chodzenia
po łuku stosować nie muszę zresztą nie mam na to miejsca, mruganie
Pigy świetnie wyłapuje, ziewanie też... Spacerek na smyczce był
śmieszny, bo już się tak nie szarpała, ale jeśli miejsce pozwalało to
zwiewała po przekątnej do dziury. I jeszcze jedno, wczoraj podałam jej
kawałek chleba, bo chciałam, żeby miała jakieś zajęcie, bardzo pięknie
wygryzła wszystko ze środka a samą skórkę zostawiła, taką cienką jak
bibułka. Ona ładnie bierze z ręki, tak delikatnie. Na razie
19.10.2008:
Może przekroczyłam trochę swoje kompetencje co do Pigy, ale
skontaktowałam się z tą behawiorystką, oczywiście nie wspominając ani
o jej pochodzeniu ani o innych szczegółach ale opisując jej zachowanie
wobec mnie i innych zwierzaków. Odpowiedź jest mniej więcej taka, że
przez tydzień powinnam ją wyciągać z klatki na karmienie i ewent.
siusiu i tym samym dać jej czas na podjęcie decyzji, co dalej. Nie
powinnam w tym czasie nadto jej nadskakiwać przez głaskanie,
podkarmianie itp. Raczej święty spokój. Powiedziała też, żeby
nie łączyć jej ze stadem dopóki całkowicie nie podporządkuje się
człowiekowi - to dla mnie była nowość ale jak się głębiej zastanowiłam,
to ona ma rację. Pigy może uciekać przed decyzją dot. podporządkowania
się człowiekowi właśnie w psie układy i wtedy człowiek jej
niepotrzebny. Są więc dwa wyjścia na teraz: suka wraca do Krystyny a
ona dołączą ją do kuchennego stada i wtedy Pigy z biegiem czasu na
zasadzie naśladownictwa powoli nauczy się jej ufać (albo i nie) - to
moja teoria, oraz druga opcja - potrzebny dość długi DT raczej bez
zwierząt i dzieci, za to ze spokojnym człowiekiem (koty zdecydowanie w
grę nie wchodzą), który nie będzie za nią latał jak wariat i ją
miział, tylko egzekwował układ coś za coś - ty wyjdziesz do mnie, to
dostaniesz jeść, ty dasz się wyciągnąć z klatki, to ja ci dam
przysmak, nic za darmo. Na pewno spokojnego człowieka, który uprzedza
ją o swoich zamiarem tym psim językiem nie dziabnie...Ona jest
totalnie znerwicowana i na adopcję na razie się
nie nadaje...
18.10.2008:
No więc tak. Wczoraj dałam suni święty spokój, wstawiłam do klatki
wodę i żarełko - w nocy trochę zjadła... Rano zaczęła warczeć na
szczeniora ale pewnie dlatego, że zbyt blisko podłaził do miski.. Po
przewietrzeniu moich kundli doszłam do wniosku ze czas na Pigi... I
się zaczęło....Czujnie sobie wszystko przygotowałam, zamknęłam drzwi,
zwierzaki wygoniłam i otworzyłam klatkę oraz balkon. Wyszła z klatki
poszła na balkon i z dużym zainteresowaniem obserwowała spacerujące
zwierzaki. Wtedy wkroczyłam ja... Poganiałyśmy się solidnie po całym
mieszkaniu...bała się bardzo, ale nie warczała na mnie. W końcu ją
dopadłam na balkonie, założyłam zapinaną obróżkę Muszki i
profilaktycznie przyczepiłam kawałek cienkiej smyczki. O wyjściu na
spacer mowy nie ma na razie. Trzepie się na smyczy okropnie. Dałam jej
spokój, ułożyła się w kącie przy wersalce i kaloryferze, ale, co
ciekawe w pobliżu moich nóg... Wcześniej jak podchodziłam do klatki,
to uciekała w jej drugi koniec. Dała się nawet parę razy pomiziać za
uszami i wzięła mi z ręki kawałek wędliny...Psie przysmaki chyba jej
nie interesują, pewnie nie wie, co to jest...Cały czas martwiłam się o
jej wypróżnianie. Wprawdzie podczas łapanki aż się z lekka z...ła
ze strachu, ale to chyba mało...Mimo wszystko doszłam do wniosku, że na
spacer nie dam rady jej zawlec, zostaje balkon....No to, jak nie
spacer, to kąpiel, bo po wczorajszej podróży śmierdziała strasznie i
cała była ufafluniona. Na wszelki wypadek założyłam jej kaganiec i może
dobrze, bo panikowała bardzo (nie warczała ale była zajętą próbami
pozbycia się kagańca). W wannie jej pobyt skróciłam do absolutnego
minimum, bo tak się bała, że aż położyła się w wodzie i trzęsła jak
galareta. Wytarłam i z powrotem zaprowadziłam do klatki, niech
odpocznie, bo ja będę musiała wyjść zaraz. Pewnie przez tę kąpiel
straciłam u niej wszystkie wcześniej zdobyte punkty, ale trudno....