Relacja z pobytu Piguły(Pigy) w DT Gagaty


więcej informacji o Pigule


Uwaga!!!
Szukamy dla Piguły domu stałego!!!!
Szukamy opiekuna, który zapewni Pigule miłość i uwagę jakiej sunia potrzebuje.
Jeśli znacie osoby, które mogłyby być zainteresowane Pigułą - pokażcie im proszę tę stronę.

Kontakt do Gagaty: tel. 604 640 761
iwolewinska@gmail.com




3.1.2009:
No i nie było tak strasznie w Sylwestra... Ze wszystkich moich rezydentów i tymczasów najbardziej bała się.... wnuczka. Pigułka, owszem, podskakiwała trochę, gdy strzał padał zbyt blisko okien lub był bardziej świszczący, ale o żadnej histerii, panice czy szczekaniu mowy nie było. Muśka zainstalowała się u mnie pod kołdrą a Fredek kawałkiem pod wersalką, bo reszta się nie mieściła.... Obyło się też bez "niespodzianek". Rano sobie wszystko odbiłyśmy - dłuugi spacer po okolicy i ani jednego obcego psa, dla mnie bomba. Sąsiedzkie psy zaczęły się pokazywać dopiero koło południa - biedaki...
A my mamy teraz czas pomyśleć, z optymizmem oczywiście, o tym, co nas może czekać w nowym roku...




1.1.2009:
"Krakowski koszyczek" według naszego Wieszcza Adama Mickiewicza,
czyli:
"Bo dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte
jak dzieło tworzenia..."




Po pracy czas na trochę relaksu:


Czy te oczy mogą kłamać?...
"To wszystko nie ja, taka jestem malusia i skromniusia..."




31.12.2008:
Dziś strzelająca noc.... O koty się nie boję, bo jak zwykle znikną w regałach i półkach na całą noc - dla nich najlepszym lekarstwem na takie "głośne stresy" są moje swetry. O Burą też martwić się nie muszę, bo jesteśmy ze sobą na tyle długo, że wiem, iż żadne burze, strzały ani inne boże dopusty wrażenia na niej nie robią. Zagadką jest reszta - głównie zaś Frędzel i Pigułka. Nie zamierzam faszerować ich żadnym sedalinem czy inną walerianą, bo nie sądzę, by było to im potrzebne, przecież całą noc będę z nimi, ale taki lekki niepokój gdzieś pod skórą siedzi... Z pewnością odpuszczę sobie wieczorne spacerki, bo w pobliskim parku dzieci zabawy zaczynają dość wcześnie. Niektóre zabawiały się już wczoraj, ale tak jakoś sporadycznie jeszcze, bez przekonania. Pigułka wykazała mierne zaniepokojenie, Frędzel nawet się nie obejrzał, ale znajomego czarnego swetra opiekun szukał ze dwie godziny. Planuję długi popołudniowy spacer, taki dwugodzinny, a następne wyjście dopiero rano, może być i o świcie, gdy reszta świata będzie leczyć kaca... Najwyżej przydarzy się jakieś "nieszczęście"... ludziom też się zdarza, prawda? Przed chwilą mama spytała się mnie, czy nie wolałabym pójść na jakąś zabawę z przyjaciółmi zamiast siedzieć z psami w Sylwestra. I wiecie co? Jednak wybrałabym psy. Gorzej, że córka zamierza to wykorzystać i obdarzyć mnie również towarzystwem wnuczki tej nocy,hihi. Widać ja też urodziłam się pod Psią Gwiazdą...




27.12.2008:
Cały czas mam pretensje do siebie, że źle wybrałam domek dla Pigułki, ale tak naprawdę, to - poza instynktem - już nie wiem, czym mam się kierować.... Wiadomo - ogródek fajna sprawa, towarzystwo innych zwierząt, jeśli nie dominujące, też przyjemne, brak małych dzieci bardzo pożądany, duużo serca i cierpliwości - najważniejsze.... Ale jak to "obadać" w paru rozmowach?? Jak tym ludziom przekazać, że wraz z Pigułką zabierają kawał mojego serca?? Że powierzam im coś bardzo dla siebie cennego?? Nie wiem, czy to w ogóle jest możliwe.... A znów zaczynają się telefony w sprawie Pigułki i znów będę się bać, że się pomylę....




22.12.2008:
A jednak marzenie się nie spełniło.... Pigułka wróciła do mnie. Ponoć chciała zjeść welshaka pani domu... Wyszło mi, że choć pan rzeczywiście był sensowny i odpowiedzialny, to jego małżonka niekoniecznie, a Pigułka miała być pieskiem do zabawy dla jej pieska... Oba psy, a zwłaszcza Pigułka, nawet nie dostały szansy, żeby się dogadać, a przecież taki proces musi potrwać choć ze dwa tygodnie... A swoją drogą dobrze się stało, że wróciła już teraz, kiedy reakcje lękowe lub jakieś inne nie zdołały się w niej jeszcze rozwinąć. W końcu nie po to obie tak ciężko pracowałyśmy, żeby suńka robiła u kogoś za niańkę dla welsha,(!), ona w swoim domu bedzie gwiazdą
Po Nowym Roku znów zaczniemy się rozglądać za domkiem dla niej, ale na pewno już nie tak daleko...




19.12.2008:
Pigułka właśnie odjechała do nowego domku.....A ja i cieszę się i płaczę....jakaś głupia jestem, czy co? Wiem, że domek dobry, że będą zdjęcia itd., że lepiej trafić nie mogła... Tam na nią już czeka posłanko, micha i kumpel... Nowy opiekun naprawdę sensowny, spokojny, widać, że ma podejście do zwierząt..... A łzy lecą... No nic. Pigułeczko, daleko zaprowadziły cię twoje Bogi - od jamki na polach pod Ciechanowem do własnej willi w Krakowie... Niech ci się wiedzie kochana... I jak najszybciej zapomnij o poprzednim życiu i o nas wszystkich! Masz pamiętać tylko to, co fajne, słyszysz?
Powodzenia, Pigułeczko!




15.12.2008:
No i stało się..... Pigułka ma dom! Odpowiedział na jedno z ogłoszeń miły pan z Krakowa. Był nawet u nas na wizycie przedadopcyjnej i bardzo się sobie oboje spodobali. Pigułka od niego nie uciekała, dała się miziać po głowie i po szyjce... Wiem, że w Krakowie będzie mieszkać w domku z ogródkiem wraz z kolegą - rocznym welshem. Ma obiecane spanko w domu i konieczne spacerki poza ogródkiem - na smyczy oczywiście. A ja mam obiecane zdjęcia za jakiś czas i zgodę na wizytę poadopcyjną. Pan dysponuje stosownym doświadczeniem - przez 14 lat mieszkał razem z ONkiem i bardzo przeżył jego utratę. Myślę, że nie mogło stać się lepiej - Pigułka będzie miała na choinkę fajny domek, a w Działdowie równie fajny znalazła Gajda... Takie święta to ja mogę mieć codziennie!
W piątek Pigułka nas opuszcza....




10.12.2008:
Pigułka na spacerach jest coraz odważniejsza. Ponieważ czasami lubi obszczekiwać duże psy (to wpływ niereformowalnej narazie Muśki), zdecydowałam się na mały eksperyment. W porozumieniu z zaprzyjaźnioną opiekunka wilczura zorganizowałam małe spotkanko. ON-ek jest bardzo posłuszny więc obawy, że zeżre mi suńkę były nieduże, ale zawsze jakiś tam cień niepewności był... Pigułka, jak tylko go zobaczyła, zaczęła swój koncert - podbiegała w jego stronę, wracała do mnie i znowu podbiegała... A ONek czekał... W końcu odważyła się, podleciała bliżej, obwąchała mu pyszczydło i z powrotem w długą... Po chwili powtórka, ale już bez hałasu... I co powiecie? Teraz ONek to jej wielki kolega! Żeby tak jeszcze polubiła tego cholernego czarnego sweterka... Narazie sweterek tylko przemyka jak duch między parkowymi drzewami o świcie i doprowadza Pigułę do rozpaczy, bo nie da się obwąchać... A z Pigułą rozpaczam ja i niektórzy okoliczni mieszkańcy... Gdzie mogę kupić te dyski Fishera??????




7.12.2008:
Nc z tego, Pigułka jednak zostaje narazie z nami...Jej pewnie jeszcze wszystko jedno, ale moja mama się cieszy... Wczoraj suńka straciła swoją klatkę - trzeba było widzieć, jak patrzyła, gdy ją składałam... Ale teraz jest już ok. Zaczęła zacieśniać stosunki z nami, a znajomej, która do nas zajrzała, udostępniła nawet swoje brzusio do miziania, chociaż widziała ją po raz pierwszy W porach wychodzenia na spacerki Pigułka podbiega do mnie od tyłu i wskakuje na nogi, bo wyżej na szczęście nie sięga - to taka forma przypomnienia: A Ja? Ja też chcę na spacerek.... Delikatnie też łapie zębami za dłoń przy głaskaniu, zupełnie jak szczeniak... Tylko czesania nadal nie lubi - kuli się wówczas i próbuje zwiewać... a czesac trzeba, bo jej sierść dość łatwo się filcuje w skutek wilgoci. Trudno, cierpieć będziemy obie.




5.12.2008:
Od wczoraj nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, jak o telefonie, który otrzymałam w sprawie Pigułki...Jest pani, której panna wpadła w oko i chce ją mieć u siebie na zawsze... Pigułka załapała by się na domek z ogródkiem i na większą koleżankę z Emira... Zobaczymy, co będzie dalej...może się nie rozmyślą... Narazie Pigułka łazić zaczęła za mną po całym domu, jakby czuła, że niedługo się rozstaniemy... Nie przeszkodziło jej to zresztą w czynnym udziale w psikusach Frędzla - oboje dorwali rolkę papieru toaletowego, który nieopatrznie zostawiłam na stole. A zostawiłam, bo muszę co jakiś czas obetrzeć dzioba kocicy po no-spie - biedulka ma SUK i co jakiś czas muszę ją tak paskudnie potraktować. Dobrze, że to nie ostatnia rolka w domu, hihi... nie miałam pojęcia, że ten papier potrafi tak dużo mejsca zająć po przerobieniu przez psy.



2.12.2008:
Śmieszna jest ta Pigułka....Czasami zachowuje się tak, jak półroczny szczeniak, jakby odrabiała stracone dzieciństwo. Gania i podgryza się z młodym, podbiera mu zabawki. Coraz częściej i chętniej zagląda do kuchni... Zdaje się też, że zaczyna lubić dotyk ludzkiej ręki. Chętniej poddaje się pieszczotom, a bywa, że i sama już łepek podstawi. Szczególnie przypadła jej do gustu moja mama, która już nie kryje, że woli Pigułkę od Muśki i od czasu do czasu prosi, by dać jej suńkę na spacerek. Robię to ze strachem w duszy, ale wtedy ubieram dziewczynę w smyczkę, flexi zostawiam na inne okazje (te ze mną...) Dzisiaj Piguła po raz kolejny rozwaliła klatkę przy czynnym udziale Fredka - to oczywiste, jak mawiają niektórzy... Kiedy oboje wparują do środka, to klatka rozkłada się jak kwiat, każda ściana w swoją stronę... Chyba ją w końcu zlikwiduję....




27.11.2008:
Nie ma to jak własna glupota i lenistwo....Troszkę rano zaspałam i bardzo się spieszyłam, więc inteligentnie postanowiłam zabrać na poranne wietrzenie wszystkie psy hurtem.... Pomyślałam sobie, że lepiej wszystkie razem i dłużej niż każde po kilka minutek (ten ograniczony czas...) No i się narobiło.... W parku cisza, spokój, pieski robią co trzeba....Nagle jak duch pojawił się czarny sweterek i się zaczęło... Muśka z Pigułą dawaj! na niego... Frędzel wolał sąsiednie drzewko, a Bura skoczyła w trzecią stronę... No i ja, biedna zaliczyłam, oczywiście glebę... i to jak! Nawet gwiazdę betlejemską dojrzałam... Potem nie mogłam się pozbierać, bo wszystkie przyleciały mnie ratować. Taka okazja! Jak tu nie wylizać po gębie, skoro ona tak nisko, blisko i nie odpycha, hihi. W dodatku te smycze....W końcu cudem się wyplątałam i byłam zadowolona, że nie trafiłam w jakiś świeżutki prezent Muśki albo Piguły i ze nikt tego upadku nie widział... Daremne nadzieje...Z mroku objawił się nagle pan od sweterka: "Ja bardzo przepraszam, chciałem pani pomóc się pozbierać, ale bałem się podejść"....No nie...Do metra polazłam kulejąc, oczywiście spóźniona, a skutki spacerku czuję do dzisiaj...Nigdy więcej!!!!




24.11.2008:
Weekend Piguła miała baardzo emocjonujący... Po pierwsze Muśka nadal nie do końca sprawna, a więc grzeczniejsza, po drugie śnieg....Co też ta suczyna nie wyprawiała na spacerze!! Tarzała się, ganiała, chwilami tylko ogon było jej widać.... A wczoraj wchodzę do pokoju i co widzę? W klatce Piguły zwinęła się w kłębek kotka Zuzia i...usnęła. Piguła siedziała przy wejściu do klatki i z niedowierzaniem patrzyła, co się dzieje. Mój pierwszy odruch to, oczywiście, ratować kota, ale, w sumie, przed czym? Po chwili jednak nadleciał Frędzel i Zuzię spłoszył. Wyskoczyła sobie górą i z półki obserwowała rozwój sytuacji. Piguła wlazła do klatki, sprawdziła swój stan posiadania (Fredka piłeczka, pluszowa małpa wnuczki i gumowy ogryzek jabłka...), szczekiem odegnała smarkacza i było po wszystkim.




22.11.2008:
Dobrze się stało, że nie zaczęłam wiązać Pigułki do siebie na smyczy.... Wystarczyło kilka dni zamykania jej klatki przed nosem i dziewczynka zaczęła inaczej się zachowywać. Nie bez znaczenia jest tu, oczywiście, niedyspozycja Muśki... Codziennie rano budzi mnie popiskiwaniem i delikatnym skomleniem - to prośba o spacerek. Smyczkę zakładamy już przy drzwiach i biegniemy. Piguła umie omijać drzewa i słupy na spacerkach, kocha powitanka z mniejszymi psami, duże obszczekuje. A dziś zaskoczyła mnie kompletnie... Rano w parku biegał sobie czarny sweterek, którego Pigułka niespecjalnie lubi. Na dworze było ciemno, bo 5.30 i ja, jeszcze niezupełnie rozbudzona, wypuściłam z ręki flexi.... Piguła pognała jak szalona do sweterka z głośnym szczekiem. Ja za nią, przerażona, widząc już oczyma duszy, co będzie, gdy suńka sie rozhuśta i poleci w świat.... A ona obszczekała intruza i ...spokojnie, jak gdyby nigdy nic, do mnie wróciła... Wymiękłam - ale jeszcze nogi mi się trzęsą...




19.11.2008:
Od wczoraj jamniorzyca Muśka jest posterylkowo wyłączona z towarzyskich układów, więc Piguła korzysta jak potrafi. Znacznie zmniejszyła dystans między sobą a ludźmi czyli nami, chętnie przybiega się witać, często poliże po ręce albo nodze... A dziś rano aż para z uszu jej szła - tak walczyła między spacerkową pokusą a koniecznością założenia smyczki przy drzwiach. W końcu perspektywa spacerku zwyciężyła i po raz pierwszy dała sobie założyc smycz przy wyjściu jak każdy inny pies mieszkający z nami.... A swoją drogą to ciekawe, tak podglądać, jak z wystraszonego kudłatka wychodzi wcale fajna, miziasta suczka. I jak zmieniają się jej relacje z innymi zwierzakami. Kotów już nie gania (no...czasem...ale niegroźnie), ze szczeniorem bawi się lepiej niż jego matka, z resztą też wszystko poukładane... Tylko ta Muśka... Jak dwie suczyny tej samej wielkości mogą tak idealnie współpracować na spacerach, obszczekiwać te same psy i tych samych sąsiadów, a w domu konkurować we wszystkim?




17.11.2008:
Na zdjęciach, które Margo zrobła Pigułce ona jest na smyczy i flexi, ale to dlatego, że ze właśnie miałyśmy w planie spacerek... Zwykle wyprowadzam ją na flexi (jeśli jest jej kolej na pojedynczy spacerek...) ale teraz wymyśliłam sobie, że na zwykłej smyczce będzie lepiej widać, że Piguła nie ucieka i że dobrze chodzi...
Wczoraj z kolei zaeksperymentowałam... pogoda była ładna w cięgu dnia, niedziela, ludzi niewiele i czasu dość... Postanowiłam zobaczyć, jak daleko dziewczynka pójdzie, gdy da się jej taką szansę... Prowadziła ona, a ja tylko jako trzymadło do flexi... Po godzinie byłyśmy już kawał od domu, parę osiedli dalej, wręcz przy lesie... A potem ludzie bez wyobraźni dziwią się, że schronowy piesek puszczony luzem nie trafił do domku, że uciekinier... że niewdzięczny... Piguła po takim spacerze padła jak długa...ja też.




16.11.2008:
Wczoraj była u nas Margo w sprawie zupełnie innego pieska...I okazało się, że ona zna Pigułkę ze strony Emira...Było dużo miziania i zdjęć... Pigułka na spacerach śmiesznie reaguje na przechodniów - zawraca za każdym, który blisko przechodzi i łapie wiatr... Ale w parze z Muśką zaczynają obie ciągnąć jak parowozy... Przykro mi, dziewczyny, nie będziecie razem wychodziły, za dobrze się czujecie, a przecież macie słuchać człowieka, prawda?
Od czasu do czasu podaję psom takie niby kości zwinięte z wysuszonej skóry - to po to, by urozmaicić im czas, a sobie dać chwilę wytchnienia. Fajnie było obserwować, jak każdy zwierzol swoją "kostkę" konsumował w inny sposób. Fredzio latał ze swoją po całym domu, Bura złapała z jednego końca i międliła ten koniec do szczęśliwego finału, Muśka próbowała różnych technik, a Pigułka metodycznie, kawałek po kawałku rozwijała rolkę skóry... Niby taki sam problem, a jak różne sposoby jego rozwiązywania...Ileż to człowiek może nauczyć się od psa...

Zdjęcia Piguły zrobione przez Margo:

Więcej zdjęć




15.11.2008:
A Piguła znowu się zatrzymała....To znaczy, cały czas bardzo chętnie wybiega z tej swojej nory/klatki na witanka i spacerki, kręci dupinką, poszczekuje, ale jednak dotyku ludzkiej ręki nadal się obawia... Nie wiem, może to wina wrednej Musicy, która jest po psiemu zazdrosna i traktuje mnie tak, jak moje dziecko lodówkę - czyli dystrybutor wszelkich dóbr... Czasami odnoszę wrażenie, że to właśnie ona powinna siedzieć w tej cholernej klatce... Z drugiej strony Piguła chyba lubi to miejsce, bo chętnie tam się chroni, a drzwiczki ma stale otwarte... Dziś przy okazji opróżniania klatki z nocnych zdobyczy dała mi do wymiziania swoje brzusio w całej okazałości... Ona zdecydowanie kocha czytać- ściąga ze stołów kartki, reklamówki, rachunki i starannie rozkłada je na czynniki pierwsze. Żadna zabawka smarka czy też piłeczka nie cieszy się u niej takimi względami jak słowo pisane... Ma to chyba po Ryhu, hihi... Gdybym była jej docelowym ludziem, uwiązałabym ją sobie już do paska na smyczy i ciągała za sobą po całym domu... Niestety, nie jest to możliwe, bo Muśka stale czuwa - to raz, a po drugie, wiem, że to samo musiałaby biedna przerabiać w nowym domku.... więc po co ją stresować....Dam jej czas...




13.11.2008:
Wczorajsze popołudnie było dla Piguły nad wyraz ekscytujące, dla mnie zresztą też. We dwie poszłyśmy sobie na długi spacer po ulicach w godzinach szczytowych. Na początku troszkę bała się hałasu ulicznego ( ona w ogóle jest wrażliwa na głośne dzwięki), ale nie zapomniała przecież o obwąchiwaniu trawników i nie szarpała się na smyczy. Po prostu szła sobie obok mnie, z rzadka tylko chowając się za mną, na luźnej smyczy, blisko lewej nogi - choć tego jej nie uczyłam!! Ona tak sama z siebie woli tę stronę, hihi. Potem zajrzałyśmy do zaprzyjaźnionego sklepu z art. zwierzęcymi, gdzie panna oniemiała z wrażenia - tyle różnych różnistych zapachów... i tak blisko pyska... Ale poczęstowana suszoną wątróbką przemieliła ją tylko w dziobie i wypluła, musiałam zabrać na później... Suczka panu ze sklepu szalenie się spodobała i wcale się nie dziwię, bo jest pięęękna. Następnie zajrzałyśmy do biblioteki, gdzie miła pani miała dla nas sporo wyrozumiałości, dała jej się zwinąć w kłębek pod biurkiem i poczekać, aż wybiorę coś dla siebie. Trochę to trwało, bo moja lektura nie może mieć twardych okładek, Frędzel takich nie trawi... hihi. Ostatnio zeżarł jakieś romansidło mojej mamy, zna się chłopak na literaturze, a co! Przyszła kolej na ostatnią wizytę... Tej bałam się najbardziej, bo była u weta. W poczekalni trochę się niepokoiła, kręciła przy drzwiach, obwąchiwała kąty, ale kto nie boi się dentysty?... Wprawdzie poszłam tam w innej sprawie, ale miła pani doktor przy okazji zainteresowała się Pigułką. Mała dała się postawić na stole, pozwoliła zajrzeć sobie w uszy i do zębów, dała się obmacać, choć mięśnie brzuszka napięła... Potem zwinęła się znowu w kłębuszek i czekała, aż skończymy to całe gadanie. Werdykt: Piguła jest śliczna, młodziutka i całkowicie zdrowa, zdradza też jeszcze niektórymi zachowaniami swoją niedawną dzikość - to zwijanie się w kłębuszek jak w wykopanej norce, kładzenie uszu po sobie. Za to zero agresji i zlekceważenie poczęstunku. Potem był długi spacer po parku dla uspokojenia skołatanych nerwów i powrót do domciu, gdzie z radością zeżarła wszystkie uzbierane w gościnie frykasy...




12.11.2008:
Wiecie? Nic tak dobrze nie robi na naukę porządku u nastolatków jak nieduży piesek na DT i wszędobylski szczeniak w domu,hihi...Właśnie dziecko przyleciało z wrzaskiem, że Piguła i Frędzel rozpracowali jej ukochane dżinsy... Dowody były na posłaniu smarka, pod wersalką i w klatce.... Swoją drogą po cichu bardzo się ucieszyłam, bo już od pewnego czasu sama zasadzałam się na nie... Piguła na spacery chadza w różnych konfiguracjach i całkiem nieźle jej idzie, co ja mówię? idzie jej świetnie! Ale najlepiej jej chyba z Muśką - obie są tego samego wzrostu i obie kochają ganiać gołębie... A ostatnio nakryłam Muśkę w klatce u Piguły, jak się obie miziały po uszach... Muszę pilnie skontaktować się z Klaudią, zrobimy foty i ogłoszenia. Piguła może już iść do domu, do swojego ludzia...




9.11.2008:
Od wczoraj jest u mnie na tymczasie moja 2,5 letnia wnuczka. Myślałam, że Piguła poczuje się zagrożona, ale nie... Owszem, ciut nieufnie przygląda się małej, gdy ta gania koty lub Fredka, ale to wszystko, nawet na jej wrzaski reaguje ze spokojem czyli inaczej niż ja... Coraz chętniej zagląda do kuchni, gdy ja tam jestem i sprawdza miski reszty towarzystwa. Szkoda, że nadal uchyla się przed głaskami poza klatką, ale i na tym polu widać znaczące postępy - parę razy udało mi się przypiąć jej smycz bez uciekania się do sztuczek i podstępów. No i najważniejsze: dziś na spacerku zwyczajnie mnie wyprzedziła i próbowała ciągnać!!!!




8.11.2008:
Pigułeczka już nie ma kołtunków. Wczoraj udało nam się wyczesać i wyciąć ostatnie, spod ogonka. Myślałam, że dziewczynka będzie się wyrywać lub w inny sposób manifestować swoje niezadowolenie i strach, a ona zwinęła się przy mnie i udawała, że jej nie ma...Za to ogonek ma przepiękny. Codziennie rano przybiega się witać w porze spacerkowej, podbiega, poliże w rękę i odskakuje... dziś nawet oparła się o mnie przednimi łapkami. Tak samo reaguje, gdy ja lub ktoś z domowników wraca do domu. To znak, że lody zaczynają pękać, a suńka odczuwa już potrzebę bliższego kontaktu z człowiekiem. Szkoda tylko, że w warunkach pozaklatkowych jeszcze się przed głaskaniem uchyla... Za to w klatce, otwartej przecież, mizia się na całego, nawet brzusio pokazuje.... Gdyby Piguła miała zostać u mnie na stałe, już zlikwidowałabym klatkę. To by jej pomogło w przyzwyczajeniu się do tego, że bezpieczny jest dla niej cały dom i wszyscy domownicy. Ale tak naprawdę to niezbyt mi na tym zależy - boję się, że zanadto się do nas przywiąże i przejście do domku stałego spowoduje jej ponowne wycofanie się.... Chyba zacznę zapraszać gości, a ją na czas wizyt wyrzucać z klatki.... Niech się oswaja z wieloma ludzmi...




6.11.2008:
Odczulanie Pigułki na koty przynosi postępy - już nie wariuje na ich widok, nie rozstawia po kątach i regałach, ale jeszcze samej z kotami bym jej nie zostawiła...choć nie jest wykluczone, że w nowym domu jej najlepszym przyjacielem będzie właśnie kot....Piguła wogóle demonstruje coraz to nowe, czasem zaskakujące umiejętności: ostatnio, gdy zamknęłam jej klatkę, tak kombinowała, żeby dostać się do środka, że aż miło było patrzeć: nosem, łapą, nawet na regał wskoczyła, by zaatakować problem z góry....no bo wychodzenie to ma opanowane do perfekcji. Na spacerkach odkryłam jej nową wielką pasję - gołębie, kawki, sroki....Tak mi nieraz przykro, że nie mogę jej spuścić ze smyczy, bo pewnie razem z tymi ptakami rozpuściłaby się biedula w sinej mgle...Spróbuję ją za to zabierać ją na dwór na flexi, przynajmniej wtedy, kiedy wychodzę tylko z nią. Bo muszę się przyznać, że po pierwszym udanym spacerku z Burą, chętnie zabieram je razem, zwłaszcza rano, szczególnie, że Piguła nie przeszła jeszcze na czas zimowy i pobudkę zarządza według letniego ...hihihi




5.11.2008:
Wczoraj, trochę z lenistwa, a trochę z ciekawości, zabrałam Pigułę na poranny spacer razem z Burą. To było niesamowite! Pigy tak się cieszyła, tak ją obskakiwała! Robiła dokładnie to co Klara: ta wącha kamień, to i ona, ta robi siusiu, ona też, ta leci do krzaczka, ta również... Tylko koopę, jak dobry gospodarz, przyniosła do domu, hihi. Trzeba będzie pomyśleć o poważniejszych spacerkach, ulicznych, wsród ludzi... Niech się dziewczynka uczy, że są i tacy ludzie, którzy tylko przechodzą obok....




4.11.2008:
Przez ostatnich kilka dni w domu panował raczej wzmożony ruch: a to brat,a to córka , a to ktoś tam jeszcze miał po drodze...troszkę się bałam o suńke, ale niepotrzebnie. Przy każdej nowopoznanej osobie robiła się ciut odważniejsza, a jak miała dość, to chroniła się do klatki i stamtąd śledziła wydarzenia. Głaskania w warunkach pozaklatkowych nadal się boi, ale po łakocie przychodzi nawet dla obcych dla niej ludzi... Poza tym Piguła budzi jakieś fajne pozytywne emocje u ludzi, nawet sąsiedzi, którzy dziwnie na mnie patrzyli, gdy słyszeli o ilości posiadanych przeze mnie psów, próbowali ją głaskać, hihi...




3.11.2008:
No więc stało się, Piguła była na swoim pierwszym prawdziwym spacerze! Po schodach zeszła bez ociągania się, bardzo starannie obwąchała trawnik przed klatką. Potem powoli obeszłyśmy całe podwórko, raz, drugi raz...poszłyśmy dalej, wokół bloków... na smyczy szła ładnie, nie szarpała się, nie lonżowała, choć zdecydowanie wolała trzymać się tuż za mną. Do domu wróciła bez żadnych problemów - schody opanowała perfekcyjnie!. A w domu niespodzianka...okazało się, że cała rodzina z zapartym tchem obserwowała z okien pierwsze kroki Piguły na smyczy i teraz każdy pchał się ze swoim przysmakiem. Było śmiesznie...




1.11.2008:
Muszę coś zrobić z jej klatką... Z jednej strony jest to konieczne zabezpieczenie całości moich kotów i ograniczenie jej kolekcjonerskich zapędów, zwłaszcza, gdy nie ma mnie w domu. Z drugiej jednak strony, ona zbyt chętnie tam ucieka, gdy czegoś się wystraszy. W dodatku traktuje tę klatkę jak dobro absolutnie własne - każde zbliżenie się do klatki Fredka albo którejś z suk jest przez nią traktowane bardzo poważnie. Ale gdy z niej wyjdzie, to baraszkują ze smarkaczem w najlepsze, wylizują sobie pyski, siłują się - jest na co popatrzeć... Musze ją jakos odczulić - oswoić z kotami, ale jeszcze nie bardzo wiem jak. No nic, będę myślała... No i następna sprawa: ujawniła się zaborczość mojej farbowanej jamniorzycy Muśki, która ostatnio zaczęła bardzo pilnować, by Piguła nie dostała ode mnie zbyt wielu głasków.... Skąd ta cholera wie, że zaczynam Pigułę lubić bardziej niż ją??? Przecież tego nie okazuję, a Pigy głasków poza klatką raczej się boi...




31.10.2008:
Piguła jest już u mnie drugi tydzień i odnoszę wrażenie, że postępy poczyniła ogromne. Spod przerażonej kupy futra zaczyna wyglądać bardzo fajny, wesoły i miziasty pies, w dodatku bardzo ładny. Najbardziej cieszę się z tego, że wreszcie przestała uciekać przy najmniejszym ruchu człowieka, choć nadal koszmarnie boi się ludzi. Widać to było podczas spotkania z ratlerkiem i jego panem na trawniku - Piguła w pierwszej chwili zamarła, a potem starała się od faceta odsunąć jak najdalej, ale bez szarpania. Jednak dobrze, że ta obróżka jest ciasno zapięta, mimo wszystko. Liczę, że jej stosunek do ludzi się zmieni, gdy zaczniemy chodzić na systematyczne spacerki i spotykać przechodniów. Przekona się, że nie każdy czlowiek bije i rzuca kamieniami, czy co ją tam innego paskudnego w życiu spotkało.... W warunkach domowych widać, że bardzo chce robić, to co reszta stada - witać się ze mną, miziać, biegać za piłeczką.., wylegiwać się na wersalce... Z zachowaniem czystości narazie nie mam kłopotu - suczka wychodzi na balkon i tam siusia na specjalnie dla niej położoną szmatkę.




29.10.2008:
A Piguła była pewnie po raz pierwszy w życiu na osiedlowym trawniku! Podczas wczorajszego "katowania" zwierzaka schodami tak nam się to spodobało, że wylądowałyśmy przed klatką. Każdy podest w dół zaliczała z pewnymi oporami przy pierwszym stopniu, a potem szybciutko na dół, do następnego pierwszego stopnia.... Na trawniku bardzo jej się podobało, nawet jazgotliwy ratlerek sąsiadów, który akurat wtedy wybrał się na spacer, jej nie spłoszył... Ale siusiu nie zrobiła i prowadzanie jej na smyczy bardziej przypominało lonżowanie konia, chodziła sobie dookoła mnie i bardzo się starała, żeby być za moimi plecami. Nie wiem, dlaczego ona cały czas woli być z tyłu....chyba ta teoria dominacji Fishera jednak nie całkiem odeszła do lamusa...Wieczorem, gdy psy pchały się do mnie na pieszczoty, ona też podbiegła krecąc kuperkiem, obwąchała i polizała moją rękę. Pogłaskać jeszcze się nie dała, za to rąbnęła mi z nogi kapcia i triumfalnie zawlokła na swoje posłanie. Ona w ogóle jest kolekcjonerka: znosi na swoje posłanie zabawki Fredka, części garderoby, kapcie...no i podbiera burej Klarze hepatic z miski... Żeby tak jeszcze nie ganiała kotów...




28.10.2008:
Postanowiłam znowu podręczyć Pigułę schodami. Wyszłyśmy po domowym smyczkowaniu na klatkę schodową, tam suka ponownie rozpłaszczyła się przy pierwszym stopniu. Zawołałam na pomoc Burą, która parę razy wbiegła, zbiegła i ...żyła. Nie jestem pewna czy przykład działa na psy w sytuacjach stresowych, ale przecież spróbować nie zawadzi...w każdym razie Piguła uważnie obserwowała Burą...Potem zaczęłam ją kusić kiełbasą i lekkim naciskiem smyczą.. Przyznam się, że trochę zależy mi na tym ćwiczeniu, bo dość wysoko mieszkam i nie usmiecha mi się targać zwierzaka na rękach na codzienne spacery... Najpierw dała się ściagnąć na pierwszy schodek, no to kawałek kiełbaski jej się należał, potem na drugi, na trzeci...za każdym razem tak się śmiesznie ustawiała, bokiem do schodów i czekała na nagrodę... W końcu zaliczyła cały podest. Za to z powrotem rwała do góry jakby przez całe życie nic innego nie robiła, W kąt poszły wczorajsze strachy przed wchodzeniem. Potem dałam jej święty spokój przez jakiś czas, żeby trochę ochłonęła. Jutro ciąg dalszy dręczenia zwierzaka.




27.10.2008:
No to się narobiło....Zostawienie Piguły w spokoju nie było najlepszym pomysłem - znowu zaczęła się ode mnie odsuwać...Wczoraj rano uchyliłam jej balkon, a sama poleciałam wietrzyć smarkacza. Potem wymieniłam go na suki¸ łażę po parku i z ciekawości spoglądam na balkon - jest Pigy czy nie...W pewnej chwili widzę na balkonie ogon smarkacza...Co jest? Skąd on tam się wziął? No to biegiem do domu...Wchodzimy, a tu Piguła z Fredziem rozpracowywują moją pidżame...źle domknęłam drzwi i stado się połączyło,hihi. Potem było jeszcze śmieszniej, bo po południu musiałam odpracować rodzinny obiadek, więc w obawie o całość moich kotów na wszelki wypadek zamknęłam Pigułę w klatce. Wracałam po paru godzinach z duszą na ramieniu i słusznie... Koty porozstawiane po regałach i półkach, a cała czwórka harcuje w najlepsze... Pigule tak spodobała się poranna zabawa z Fredkiem, że wydrapała się z klatki górą, klapa wcale jej nie przeszkodziła. No to myślę sobie: Jak ty jestes dziś taka rozrywkowa, to trzeba to wykorzystać, Uczepiłam jej smyczkę i dalej spacerować po mieszkaniu... Najlepiej nam szło, jak powolutku ciągnęłam smycz za sobą, tzn, nie przyciągałam smyczy do siebie, tylko trzymałam z tyłu i prowadzałam sukę za sobą. Tak się rozochociłam, że postanowiłam zaliczyć też klatkę schodową. Pigy z wielką radością wybiegła za drzwi ale przy schodach ją zamurowało - bidulka pewnie po raz pierwszy w życiu zobaczyła coś takiego i to od razu w dużej ilości... Wzięłam ją na ręce i zniosłam na półpiętro. W końcu okazję trzeba wykorzystać do końca.....Skoro suńka nie schodzi, to może chociaż wchodzi...W pierwszej chwili skuliła się przy schodach, ja usiadłam ciut wyżej i zaczęłam podsuwać jej pod nos kawałek kiełbaski... Skusiła się. I tak powolutku, schodek po schodku po 20 minutach znowu byłyśmy w domku ...




25.10.2008:
Piguła miała gorszy dzień - latała po pokoju, nie mogła sobie znaleźć miejsca, trochę skomliła... Może nie mogła darować mi próby zamachu na jej kołtunki przy ogonie, a może zwyczajnie dopadła ją chandra.... Dałam dziewczynce spokój. Czasami, jak tak skomli do moich suk, to chce mi się ją do nich wypuścić... Wiem, że tęskni za siostrą, z którą do tej pory były przecież nierozłączne... Po pewnym czasie przychodzi zastanowienie - no tak, ona znowu ucieknie w pieskie układy i ponownie nie będzie miala ochoty na kontakty z człowiekiem. Teraz siedzi na balkonie i pyszczy... Zamierzam bliżej zająć się okolicami jej ogona, musimy przecież oswoić kołtunki....




24.10.2008:
Dzisiejsza porcja:
Już wiem, dlaczego Piguła tak nie lubi szczeniaka! Ja też dziś go nie lubię, bo w nocy zeżarł mi buta, którego wywlókł z szafki...Pigy pewnie to przewidziała... A teraz na serio. Suka powolutku i dobrowolnie przedłuża sobie pobyty poza klatką, w której czuje się zdecydowanie zbyt bezpiecznie. Będę musiała to jakoś zmienić, ale jeszcze nie dziś i nie jutro. Wycięłam jej kołtunki za uszami, współpracy przy ogonie zdecydowanie odmówiła - dała dyla. Za parę dni spróbuję jeszcze raz. Smyczkowanie idzie coraz lepiej - zaczęłam stosować metodę podpatrzoną u córki w stajni: powolusieńku sciąga się sznur/smycz do siebie ale nie pozwala się na cofnięcie zwierzaka, jak się opiera i zaczyna szarpać, to na chwilę czynność się przerywa. No i nie trzeba się spieszyć przy tej czynności, ale czasu to my trochę mamy... Wieczorem do córki przyszła para znajomych i grzecznie ich poprosiłam, by pobyli w dużym pokoju, przy Pigułce - chciałam, by dziewczynka zaczęła się przyzwyczajać do obecności innych ludzi. Rewelacji żadnych nie było. Patrzyła sobie na nich uważnie, oznak paniki nie okazywała. Przy okazji powtórzę ten eksperymencik. Za to później sunia mnie polizała! I wcale nie dlatego, że miałam ręce wymazane czymś fajnym. Ot tak, zwyczajnie, sama z siebie, podczas miziania za uchem... Byłam wniebowzięta.




23.10.2008:
Wczoraj byłam bardzo wredna, po kolejnym smyczkowaniu bezczelnie zamknęłam biduli klatkę przed nosem i patrzyłam, co się będzie działo. Latała od balkonu do michy z żarełkiem, nie mogąc się na nic zdecydować. Resztę zwierzyńca oczywiście wygoniłam z pokoju, w końcu mają się nie integrować...A ja sobie siedziałam na wersalce i czekałam... Wreszcie wlazła pod stół i tam się zwinęła w kłębek. Usiadłam przy niej zaczęłysmy mizianko. Nawet sprawiło jej to przyjemność, co mnie cieszy, bo do tej pory mizianko poza klatką traktowała trochę mniej ufnie niż to klatkowe... A wieczorem, przed spankiem i po balkonowym spacerkowaniu mogłam stwierdzić, że brzusio Piguły jest całe białe !!!!! Zwyczajnie mi go nadstawiła do głasków!!! Może jeszcze nie tak do końca, jak szczenior czy pozostałe suki, ale nadstawiła! A dziś rano zapomniałam nastawić zegarek i gdyby nie Piguła, to pewnie bym zaspała. W stosownej spacerkowej porze zaczęła szczekać - mądra z niej dziewczynka... Na smyczy juz nie trzepie się jak motyl i daje się podprowadzać w wybrane przeze mnie miejsca, ale gdy ściągam smycz do siebie, jeszcze się troche opiera. Przy smyczkowych zapasach nie daję jej smakołyków tylko głaski, smakołyki są wtedy, gdy sama z siebie coś zrobi. Ale kotów i szczeniora nadal nie lubi, może dlatego, że Fredek jest od niej dwa razy większy, choć ma dopiero 4 miesiące. Piguła ma piękny garnitur zębów, który demonstruje smarkowi wraz z dziąsłami - przynajmniej wiem, że nie ma kamienia nazębnego, hihi...




22.10.2008:
Wczoraj, gdy wróciłam do domu, to Piguła chyba się ucieszyła...w każdym razie stwierdziłam, ze wreszcie przestała oddychać tak szybko jak do tej pory - powoli stres mija/minął? Ale kuwetę jednak jej wywalę, bo ona zaczęła ją traktować jak legowisko. Dziś rano, gdy wychodziłam ze smarkiem na spacer to ona trochę skomlała, pomyślałam, że bardzo chce siusiu, więc po powrocie, zanim zabrałam na dwór suki, zostawiłam ją samą w pokoju z otwartym balkonem. Widziałam z parku, że po balkonie łazi, obserwuje, co się dzieje (dowody rzeczowe tez były, hihi) ale jak wróciłam, to ona siedziała już grzecznie na swoim posłaniu razem z ...moją pidżamą....To jednak będzie miziasta suka ale cokolwiek zaborcza, choć może w przyszłości właściciel, jeśli się postara, będzie mógł ją z kimś połączyć. Teraz przy mizianiu, zaczęła też nadstawiać boczki i w zasadzie spokojnie mogę sięgnąć jej do brzucha. Jeszcze dzień, dwa i spróbuję wyciąć jej kołtunki, chyba, że coś się stanie i znowu stracę parę punktów u niej np. przy "smyczkowaniu". W każdym razie dziś zabieram jej żarełko z klatki i kuwetę. Będzie chciała jeść, to będzie musiała wyjść, łaski nie robi. Zamierzam też zacząć wypuszczać ją na balkon w porach wyprowadzania zwierzaków, żeby przyzwyczajała się do stałych pór siusiania, może później łatwiej skojarzy tę czynność ze spacerami. Usiłowałam poobserwować tę jej łapkę i zdołałam zauważyć tylko, że w prawej przedniej palce/pazury trochę się rozchodzą, między drugim i trzecim jest ciut większa przerwa, ale nie sądzę, by jej to specjalnie przeszkadzało...Narazie tyle tylko mam do powiedzenia, idę przypiąć ją do smyczy i trochę pociągać po mieszkaniu. Smyczy na stałe niestety zostawić jej nie mogę, bo ją znowu zeżre, narazie nadal dynda jej przy szyi pozostałość z poprzedniej i póki co, to musi wystarczyć.




20.10.2008:
Jesteśmy po południowej sesji. Celowo zamknęłam ją na balkonie na parę minut, byłam ciekawa, co zrobi, bo wcześniej mimo spokoju i luzu z klatki wyszła chyba tylko na chwilę i nie na balkon a na moje wyro, sądząc po śladach - miała sobie ochotę podominować, hihi. Popatrzyła na otoczenie i dawaj dobijać się do środka. Gdy ją wpuściłam ułożyła się blisko mnie, choć każdy mój ruch powoduje to, że ona się odsuwa na moment... Z reki daję jej żarełko co jakiś czas, ale za coś, za każdym razem musi do mnie bliżej podejść. Namoczoną karmę olała, pójdę po puszki. Aha, wstawiłam też do klatki kuwetę, zobaczymy, skoro lubi balkonowe skrzynki...Ja stosuję cały zakres tego psiego języka łącznie z lataniem na kolanach jeśli trzeba, chodzenia po łuku stosować nie muszę zresztą nie mam na to miejsca, mruganie Pigy świetnie wyłapuje, ziewanie też... Spacerek na smyczce był śmieszny, bo już się tak nie szarpała, ale jeśli miejsce pozwalało to zwiewała po przekątnej do dziury. I jeszcze jedno, wczoraj podałam jej kawałek chleba, bo chciałam, żeby miała jakieś zajęcie, bardzo pięknie wygryzła wszystko ze środka a samą skórkę zostawiła, taką cienką jak bibułka. Ona ładnie bierze z ręki, tak delikatnie. Na razie




19.10.2008:
Może przekroczyłam trochę swoje kompetencje co do Pigy, ale skontaktowałam się z tą behawiorystką, oczywiście nie wspominając ani o jej pochodzeniu ani o innych szczegółach ale opisując jej zachowanie wobec mnie i innych zwierzaków. Odpowiedź jest mniej więcej taka, że przez tydzień powinnam ją wyciągać z klatki na karmienie i ewent. siusiu i tym samym dać jej czas na podjęcie decyzji, co dalej. Nie powinnam w tym czasie nadto jej nadskakiwać przez głaskanie, podkarmianie itp. Raczej święty spokój. Powiedziała też, żeby nie łączyć jej ze stadem dopóki całkowicie nie podporządkuje się człowiekowi - to dla mnie była nowość ale jak się głębiej zastanowiłam, to ona ma rację. Pigy może uciekać przed decyzją dot. podporządkowania się człowiekowi właśnie w psie układy i wtedy człowiek jej niepotrzebny. Są więc dwa wyjścia na teraz: suka wraca do Krystyny a ona dołączą ją do kuchennego stada i wtedy Pigy z biegiem czasu na zasadzie naśladownictwa powoli nauczy się jej ufać (albo i nie) - to moja teoria, oraz druga opcja - potrzebny dość długi DT raczej bez zwierząt i dzieci, za to ze spokojnym człowiekiem (koty zdecydowanie w grę nie wchodzą), który nie będzie za nią latał jak wariat i ją miział, tylko egzekwował układ coś za coś - ty wyjdziesz do mnie, to dostaniesz jeść, ty dasz się wyciągnąć z klatki, to ja ci dam przysmak, nic za darmo. Na pewno spokojnego człowieka, który uprzedza ją o swoich zamiarem tym psim językiem nie dziabnie...Ona jest totalnie znerwicowana i na adopcję na razie się nie nadaje...




18.10.2008:
No więc tak. Wczoraj dałam suni święty spokój, wstawiłam do klatki wodę i żarełko - w nocy trochę zjadła... Rano zaczęła warczeć na szczeniora ale pewnie dlatego, że zbyt blisko podłaził do miski.. Po przewietrzeniu moich kundli doszłam do wniosku ze czas na Pigi... I się zaczęło....Czujnie sobie wszystko przygotowałam, zamknęłam drzwi, zwierzaki wygoniłam i otworzyłam klatkę oraz balkon. Wyszła z klatki poszła na balkon i z dużym zainteresowaniem obserwowała spacerujące zwierzaki. Wtedy wkroczyłam ja... Poganiałyśmy się solidnie po całym mieszkaniu...bała się bardzo, ale nie warczała na mnie. W końcu ją dopadłam na balkonie, założyłam zapinaną obróżkę Muszki i profilaktycznie przyczepiłam kawałek cienkiej smyczki. O wyjściu na spacer mowy nie ma na razie. Trzepie się na smyczy okropnie. Dałam jej spokój, ułożyła się w kącie przy wersalce i kaloryferze, ale, co ciekawe w pobliżu moich nóg... Wcześniej jak podchodziłam do klatki, to uciekała w jej drugi koniec. Dała się nawet parę razy pomiziać za uszami i wzięła mi z ręki kawałek wędliny...Psie przysmaki chyba jej nie interesują, pewnie nie wie, co to jest...Cały czas martwiłam się o jej wypróżnianie. Wprawdzie podczas łapanki aż się z lekka z...ła ze strachu, ale to chyba mało...Mimo wszystko doszłam do wniosku, że na spacer nie dam rady jej zawlec, zostaje balkon....No to, jak nie spacer, to kąpiel, bo po wczorajszej podróży śmierdziała strasznie i cała była ufafluniona. Na wszelki wypadek założyłam jej kaganiec i może dobrze, bo panikowała bardzo (nie warczała ale była zajętą próbami pozbycia się kagańca). W wannie jej pobyt skróciłam do absolutnego minimum, bo tak się bała, że aż położyła się w wodzie i trzęsła jak galareta. Wytarłam i z powrotem zaprowadziłam do klatki, niech odpocznie, bo ja będę musiała wyjść zaraz. Pewnie przez tę kąpiel straciłam u niej wszystkie wcześniej zdobyte punkty, ale trudno....